Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie..

11 listopada. To często okazja ku temu, żeby z melancholią wracać do czasów, kiedy hasła Bóg Honor Ojczyzna były stylem życia, powołaniem, obowiązkiem. Objawiały się w partyzanckich walkach okupione potem i przelewem krwi, ale zarazem kojące w tych najtrudniejszych chwilach. Bo wartości były namacalne, tak prawdziwe jak bicie serca, służyły jako kompas w morzu rozpraszających znaków dymnych, odcieni szarości moralności. Prowadziły przez życie i nadawały mu sens. Mimo nacisków ze strony okupanta silna potrzeba tożsamości i obrony swojej odrębności, spuścizny przodków dawała pokrzepienie w chwilach zwątpienia i silne porzucie jedności ze współbraćmi. Wolności, o słodka wolności! 

A teraz? No właśnie, co my nawyczynialiśmy z naszą wolnością? Czy tylko mi się wydaje, że jesteśmy narodem, który dalej się nie oswoił ze swoją niezależnością, powiewem świeżego powietrza niezakłóconym świstem kul i rozkazującego tonu okupanta? Narodem, który jak nieopierzony nastolatek upoił się wolnością i przekroczeniem progu dojrzałości, ale powoli dociera do niego surowość i niepewność jaką niesie ze sobą rzeczywistość.

Continue reading “Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie..”

Advertisements