#Do poduszki: W oparach życiowego absurdu

Życie to nie sztuka. A ja potrzebuję dramatu jak powietrza. Zachłysnąć się przygodą. Poczuć przygodę w trzewiach. Czegoś co sprawia, że serce bije szybciej. Oczy błyszczą, a dech zapiera w piersiach.

Codzienność nie jest hojna, skąpi bodźców. Otula swoim kokonem i próbuje ukołysać. Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy – ten walc z życiem wprawia w jednostajny, pozornie harmonijny rytm. Kroki niosą do przodu, a jednak dalej poruszam się po okręgu. Docierają do mnie skrawki obrazu, mało wyraziste, bo sunę, poruszam się w kółko. Tak bardzo skupiam się na stąpaniu po trójkącie, że pochłania mnie ta aura.

Czytaj dalej „#Do poduszki: W oparach życiowego absurdu”

#Nie lubię poniedziałku: Magia nowości

To upajające uczucie nowości. Przygody, która czai się tuż za rogiem. Miliona możliwych scenariuszy. Nowych znajomości, przeżyć, wyzwań. Carte blanche. Jedni mogą to określić jako pęd do życia, wręcz brawurę w spirali powtarzalnych zdarzeń, drudzy wręcz przeciwnie ostrzegają – wolność działa jak narkotyk. Coraz więcej spośród nas decyduje się na życie z doskoku, zawsze z możliwością obrócenia się na pięcie i zawrócenia z drogi. Łapiemy wiatr w żagle i czekamy na sprzyjające prądy. Żądza zmian, adrenaliny nie ustaje, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czy kiedyś nam to mija? Czy w końcu czujemy wewnętrzny spokój, pozwalamy sobie na chwilę oddechu?

Zasadniczym wydaje się pytanie czy faktycznie robimy to z racji własnych przekonań czy wpadamy w pułapkę projektowania miraży swojego życia. Nie wystarczy, że stopniowo stajemy się lepszą wersją siebie, pokonujemy baby steps w samorozwoju, ale jednak kroki do przodu. Zawsze do głosu dojdzie Ego. Potrzeba afirmacji kogoś obok. Że jesteśmy lepsi, faktycznie dajemy radę lub wręcz ociekamy zajebistością.

Wszystko fajnie, ale czy przypadkiem nie spłyciliśmy sobie kolejnej płaszczyzny żyiowej, gdzie wyścig o bardziej oryginalne doświadczenia, przygody, historie zamienił się w konkurencję Pokemon Go. Kto da więcej, kto komu bardziej zaimponuje, udowodni jak wiele przeżył. I to z dowodami rzeczowymi: codzienny, nieprzerwany feed, byle na bieżąco dokumentować i kolekcjonować przeżycia. Robimy ze swojego życia muzeum, wystawkę dla innych, można podziwiać, można hejtować, byle oglądać.

Jak długo tak naprawdę pozwalamy sobie cieszyć się momentem, który przeżywamy? Zanim rozproszy nas wybieranie filtru do kadru, rozpaczliwe, nieudane próby kolejnego selfiaka.

Bądźmy wdzięczni. Celebrujmy chwilę, kosztujmy przygody dla nas samych. Bo w pędzie za dokumentowaniem każdej najmniejszego detalu zgubimy sens i głębię doświadczenia.

Pozwólmy momentum trwać.

Bez odbioru.

Dzień z życia peregrino

Wiosna już wisi w powietrzu. Powoli, lecz zdecydowanie każdy z nas łapie tę słoneczną, pozytywną aurę i myślami wybiega daleko wprzód. Do urlopu, do decyzji, które ograniczają się do dylematu – morze czy góry, do czasu, który zatrzymuje się w pół kroku i leniwie przeciąga, do słońca i wakacyjnej energii. Właśnie dlatego chciałabym podzielić się z Wami pomysłem, który zawiera wszystkie trzy składowe: aktywny wypoczynek, niekończące się pokłady słońca i mnóstwo czasu na to, żeby się zwyczajnie wyłączyć z trybu życie. O czym mowa? O drodze św. Jakuba w Hiszpanii, bardziej wszystkim znaną jako El Camino.
W tym wpisie chciałabym Was natchnąć duchem tej podróży i pomóc Wam zwizualizować to jak taka droga wygląda od kuchni. Nie ma co się oszukiwać, że są tylko same radosne momenty – jest to doświadczenie słodko-gorzkie, ale chyba z przewagą tych dobrych chwil. Lub może z perspektywy czasu pamięta się tylko pozytywne momenty 🙂 Usiądźcie wygodnie, zapnijcie pasy i ruszamy w drogę!

Czytaj dalej „Dzień z życia peregrino”

Egipt czyli życie jak w kalejdoskopie. Zapiski z fejsa.

Przedszkole, dzieci w wieku 3-4 lata, dalej oswajają się z nową nauczycielką i tylko co niektóre potrafią zapamiętać moje imię, które w ich wydaniu i tak brzmi Baula. Pewnego dnia zakłopotany chłopiec długo wpatrując się we mnie prawdopodobnie starając się przypomnieć sobie jak się do mnie zwrócić woła: „Miss Madonna”. Made my day.

Czytaj dalej „Egipt czyli życie jak w kalejdoskopie. Zapiski z fejsa.”