#Do poduszki: W pułapce oczekiwań

-A co jeśli nigdy nie wydarzy się to co powinno się wydarzyć? Co jeśli ten cały wysiłek okaże się nadaremny?

-Wiesz, może po prostu chodzi o działanie. Działasz więc jesteś. Pokonujesz stumilowe kroki, mierzysz się ze sobą, przesz do przodu, by w końcu dopiąć swego, a jeśli nie to przynajmniej nie musisz się już zastanawiać co jest po drugiej stronie.

-Marna pociecha. Zawsze chodzi o jakąś formę gratyfikacji. Coś co osłodzi ten trud zmagań, masę wyrzeczeń, boleść upadków. Jeśli nie to po co w ogóle zaczynać?

-Mnie nie pytaj. Ja tu tylko przysłowiowo „sprzątam”. Po co zaczynać? Bo tylko drzewa stoją w miejscu, ale mają solidną podstawę. Trochę życia do przeżycia zostało, poruszać się trochę nie zaszkodzi. Przed nami splot mnogich dróg, każda może nas zaprowadzić do innego finału. Choćby z tej wrodzonej ciekawości mogłabyś ruszyć przed siebie. A nuż, coś Cię po drodze zaciekawi, doda pomysłu co, jak dalej. Chodzi tu o smak przygody.

-Teraz mówisz do rzeczy. Ale przecież tak trudno nie budować żadnych projekcji na przyszłość. To niemalże kwestia przetrwania: wykoncypowanie sobie siebie, deklinacja swojej osoby przez wszystkie możliwe przypadki, by wybrać ten najbardziej optymalny. Zrezygnowanie z tego daje poczucie niekompletności, zagubienia. Bo kim jestem bez planu na siebie, bez skonkretyzowanych widoków na przyszłość?

-Jesteś sobą. Kimś kto doświadcza, próbuje, buduje, burzy, zawraca, nadgania. Po prostu ŻYJE. Życie to wbrew pozorom całkiem prosta i przyjemna gra, którą zbyt często sobie sami gmatwamy. A jakby tak dla odmiany brać życie jakie jest?

-(…) Czekaj, daj mi chwilę. Pójdę trochę odkopać to zasiedziałe drzewo.

Czytaj dalej „#Do poduszki: W pułapce oczekiwań”

#Pchli targ: The subtle art of not giving a fuck czyli jak nie zwariować w świecie dedlajnu

Jesteśmy ludźmi dedlajnu. Człowiekiem ulepionym z gliny oczekiwań bliskich, presji wywieranej przez społeczeństwo, kamieni milowych do pokonania, ciągłej gonitwy za potwierdzeniem, że zasługujemy na szczęście.

I tu przychodzi tzw „Aha moment”. Kiedy zadbałeś o siebie tak naprawdę, tak szczerze. I nie mówię tu tylko o wyjściu do kina od święta, weekendzie w górach, leniwej niedzieli. To wszystko jest ważne, żeby spuścić parę po tygodniu walki z wiatrakami. Ale mi chodzi  bardziej o taki zdrowy egoizm na codzień. W małych rzeczach. O to, żeby dać szansę rozszalałemu umysłowi odpocząć na chwilę, wyzerować się z niepotrzebnie piętrzących się myśli, od projekcji tego co ma przynieść przyszłość, od pretensji do tego co było, a być nie powinno. Czytaj dalej „#Pchli targ: The subtle art of not giving a fuck czyli jak nie zwariować w świecie dedlajnu”

#Nie lubię poniedziałku: Co z tą Samotnością?

Echo odbija się o cztery ściany pustego mieszkania. Z zewnątrz dochodzi hałas i to on nadaje te ostatnie pozory normalności. Życia. Ruchu. Akcji. Myśli tętnią w głowie i wręcz ogłuszają. Nie ma nic co mogłoby je rozproszyć. Tym razem jesteś sam na sam. Ze swoim umysłem tykającym jak bomba zegarowa. W Twoim niezakłóconym niczym i niczyim towarzystwie. Tylko dlaczego na samą tego myśl  ogarnia Cię taka panika?

Czytaj dalej „#Nie lubię poniedziałku: Co z tą Samotnością?”

#Nie lubię poniedziałku: Buntownik bez powodu

Czuję się bezsilna. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Okoliczności mnie zmuszają do tego. Nie ma innej opcji. Nie mam pola manewru.

Jak często przechodzą przez Twoją głowę te myśli? A może z drugiej strony. W jakiej sytuacji je zazwyczaj wypowiadasz? Czy nie wtedy kiedy beznamiętnie przerzucasz papiery na biurku czując na plecach oddech wiszącego kredytu? Czy może wtedy, gdy masz rodzinę na utrzymaniu i rachunki do spłacenia co miesiąc? A może wtedy kiedy opiekujesz się schorowanym rodzicem/siostrą/bratem i nie masz czasu na swoje życie? Zgodzę się. Każdy z nas jest więźniem jakichś okoliczności zewnętrznych. Niewolnikiem zobowiązań, mniejszych lub większych sprawunków. Ale dlaczego na miłość boską musimy siebie wpędzać do podobnej celi w naszej głowie?

Czytaj dalej „#Nie lubię poniedziałku: Buntownik bez powodu”