#Nie lubię poniedziałku: Magia nowości

To upajające uczucie nowości. Przygody, która czai się tuż za rogiem. Miliona możliwych scenariuszy. Nowych znajomości, przeżyć, wyzwań. Carte blanche. Jedni mogą to określić jako pęd do życia, wręcz brawurę w spirali powtarzalnych zdarzeń, drudzy wręcz przeciwnie ostrzegają – wolność działa jak narkotyk. Coraz więcej spośród nas decyduje się na życie z doskoku, zawsze z możliwością obrócenia się na pięcie i zawrócenia z drogi. Łapiemy wiatr w żagle i czekamy na sprzyjające prądy. Żądza zmian, adrenaliny nie ustaje, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czy kiedyś nam to mija? Czy w końcu czujemy wewnętrzny spokój, pozwalamy sobie na chwilę oddechu?

Zasadniczym wydaje się pytanie czy faktycznie robimy to z racji własnych przekonań czy wpadamy w pułapkę projektowania miraży swojego życia. Nie wystarczy, że stopniowo stajemy się lepszą wersją siebie, pokonujemy baby steps w samorozwoju, ale jednak kroki do przodu. Zawsze do głosu dojdzie Ego. Potrzeba afirmacji kogoś obok. Że jesteśmy lepsi, faktycznie dajemy radę lub wręcz ociekamy zajebistością.

Wszystko fajnie, ale czy przypadkiem nie spłyciliśmy sobie kolejnej płaszczyzny żyiowej, gdzie wyścig o bardziej oryginalne doświadczenia, przygody, historie zamienił się w konkurencję Pokemon Go. Kto da więcej, kto komu bardziej zaimponuje, udowodni jak wiele przeżył. I to z dowodami rzeczowymi: codzienny, nieprzerwany feed, byle na bieżąco dokumentować i kolekcjonować przeżycia. Robimy ze swojego życia muzeum, wystawkę dla innych, można podziwiać, można hejtować, byle oglądać.

Jak długo tak naprawdę pozwalamy sobie cieszyć się momentem, który przeżywamy? Zanim rozproszy nas wybieranie filtru do kadru, rozpaczliwe, nieudane próby kolejnego selfiaka.

Bądźmy wdzięczni. Celebrujmy chwilę, kosztujmy przygody dla nas samych. Bo w pędzie za dokumentowaniem każdej najmniejszego detalu zgubimy sens i głębię doświadczenia.

Pozwólmy momentum trwać.

Bez odbioru.

Koh Tao Koh Phangan – zabierz mnie do raju

Tajlandia. Bogata kuchnia, moc kolorów i zapachów, ociekające złotem świątynie, street food na każdym rogu ulicy, miłość granicząca z uwielbieniem dla niedawno zmarłego króla, raj dla lady boyów. To wszystko składa się na ten fascynujący kraj, od którego zazwyczaj zaczyna się eksploracja Azji południowo-wschodniej. Bo istnieje odpowiednia infrastruktura zarówno dla backpackerów jak i bardziej luksusowych turystów. Bo kuchnia zachwyca swoją różnorodnością. Bo w końcu nie brakuje tu pięknych wysp, a pogoda potrafi miło zaskoczyć nawet w porze deszczowej.

W tym wpisie chciałabym się z Wami podzielić wspomnieniami z dwóch wysp – Koh Tao i Koh Phangan. Pierwsza, uchodzi za raj dla płetwonurków i backpackerów, a druga jest gospodarzem cyklicznej imprezy Full Moon Party – największej na świecie imprezy na plaży.

Czytaj dalej „Koh Tao Koh Phangan – zabierz mnie do raju”

Kambodża, kochanka Pol Pota

Kambodża, kraj uznawany za jeden z najbiedniejszych w Azji południowo-wschodniej. Kraj, który nieśmiało otwiera się na świat, powoli zabliźnia rani, dzieli się ze światem tragedią, której doświadczył. W 1887r. stał się częścią Indochin Francuskich, następnie po prawie 66 latach doczekał się wyzwolenia spod jarzma kolonizatora francuskiego, by trafić prosto w paszczę monarchii wyzyskującej najbiedniejszą część społeczeństwa, a finalnie pod przewodnictwem Czerwonych Khmerów przeżyć zagładę 1/4 społeczeństwa. Kambodża, kraj zawsze trzymający się w cieniu, stroniący od angażowania się w konflikty zbrojne, stał się areną, na której rozegrał się jeden z najbardziej krwawych przejawów komunizmu.

Pol Pot do końca wierzył w swoją utopię komunizmu – wszechobecny głód, mordy na ogromną skalę – uważał to za wkalkulowane ryzyko i konieczny koszt, który należy ponieść, by doprowadzić do powstania społeczeństwa „Nowych Ludzi”. Z jednej strony kochał swój kraj, ale miłością zaborczą i interesowną. Kambodża, jego kochanka, finalnie miała stać się środkiem do osiągnięcia celu, nawet jeśli miało to oznaczać doprowadzenie jej do kompletnej ruiny.

Czytaj dalej „Kambodża, kochanka Pol Pota”

Czar i mistycyzm Kambodży

Phnom Penh. Stolica Kambodży. Godzina 22. 

Po wyjściu z lotniska dopada mnie fala gorącego powietrza mimo dość późnej pory. Panuje pora deszczowa, więc nie dziwi fakt, że kropi, jednak jest to ten przyjemny rodzaj letniego deszczu po upalnym dniu. Wita mnie morze twarzy usiłujących przykuć moją uwagę. Zatrzymać choćby chwilę dłużej moje przelotne spojrzenie.

Taxi? Tuk Tuk? Hotel? Pytania mnożą się i nie mają końca. Ja czuję się coraz bardziej niepewnie i trudno jest mi skupić się na karkołomnym zadaniu przeciskania się przez tłum nie padając ofiarą kieszonkowców/naciągaczy/gapiów.

W końcu decyduję się na taksówkę. Na szczęście jest to większa korporacja, która oferuje transparentne ceny, więc oddycham z ulgą i pakuję się do samochodu. Spoglądam przez szybę i próbuję wyczuć atmosferę tego miejsca. Początkowo aura jest dość mroczna i odpychająca – przejeżdżamy przez przyciemnione ulice, na wpół opuszczone budynki, nawet architektoniczne perełki wydają się zapuszczone i dawno zapomniane. Może wrażenie potęguje fakt, że jest to moja pierwsza wizyta w Azji i czuję się dalej nieco obco. Mówię sobie w duchu – witaj przygodo, naprawdę jestem w Azji!

Czytaj dalej „Czar i mistycyzm Kambodży”

Niech jej gwiazdka pomyślności: refleksje niesymetryczne

Mija kolejny rok. Rok pełen przełomowych momentów, chwil zwątpienia, rezygnacji, smutku. Z drugiej strony rok zaskakujących znajomości, inspirujących spotkań, niezapomnianych przygód.

26 lat. Rok temu kontemplowałam tkz. kryzys ćwierćwiecza i zastanawiałam się nad tym kim tak naprawdę chcę być, co powinnam robić w życiu, co tak naprawdę składa się na moje prywatne poczucie szczęścia (patrz tutaj: Kryzys ćwierćwiecza. I o czym tak naprawdę jest ten blog?). Wyruszyłam w podróż, która z jednej strony miała być ucieczką przed rzeczywistością, a równocześnie czasem autorefleksji, który wykorzystam na wsłuchanie się w siebie i swoje potrzeby. Czasem na to, żeby się zainspirować, częściowo wcielić w życie marzenia, wykreować siebie na nowo.

Czytaj dalej „Niech jej gwiazdka pomyślności: refleksje niesymetryczne”

#Nie lubię poniedziałku: Nie bój się pójść własną drogą

Schematy. Choć tak nimi gardzimy to dajemy się uwikłać w niejeden scenariusz otoczenia wprost „szyty na miarę”. Skrupulatnie odhaczamy punkt po punkcie z listy wiedząc, że już za moment, już za chwilę ktoś z aprobatą pokiwa głową, rzuci ukradkiem zazdrosne spojrzenie, spojrzy z podziwem. Że oto my wygraliśmy życie. Bo tak doskonale umiemy spełniać oczekiwania innych nawet nie próbując dociec czy faktycznie jest to dla nas, bo tak jesteśmy zajęci wypieraniem swoich rzeczywistych pragnień. Pytanie, które się nasuwa: czy zostaliśmy wrobieni w taki finał czy sami kurczliwie trzymamy się tej bezpiecznej drogi jak koła ratunkowego?

Czytaj dalej „#Nie lubię poniedziałku: Nie bój się pójść własną drogą”

#Nie lubię poniedziałku: 7 powodów, dla których pokochasz pracę w Korporacji

6:30. Kojący dźwięk budzika oznajmia, że oto zaczyna się nowy dzień wyzwań. Tak naprawdę nie trzeba było go nastawiać, bo Twój naturalny zegar biologiczny daje o sobie znać już o wschodzie słońca. Z podekscytowania przed nadchodzącym dniem w matce-korporacji, nie jesteś w stanie zmrużyć już oka. Bo wiesz, że oto nadszedł dzień, który z pewnością zapisze się na kartach historii. Dzień, w którym wzniesiesz się na wyżyny swojej kreatywności i innowacji. Tak, kolego, to „jeden krok dla korpo-człowieka, a skok dla matki-korporacji”.

Czytaj dalej „#Nie lubię poniedziałku: 7 powodów, dla których pokochasz pracę w Korporacji”