Czym (nie) powinnam zaprzątać sobie głowy przed 30-stką? (i po)

Pamiętam jak uderzyły mnie moje 25 urodziny. To była swego rodzaju inicjacja w dorosłość, kiedy człowiek zaczął uświadamiać sobie, że od teraz ten ciężar będzie tylko rósł. Uczucie jakby ktoś nagle zabrał Ci ten różowy filtr w okularach i te niegdyś niewyraźne obrazy, które mogły niczym ten odpustowy balon zamienić się w wymarzony kształt,  wyostrzyły bardziej surowy obraz rzeczywistości. I tak, klasyczny strach i próba dookreślenia siebie, pozbycia się wszystkich znaków zapytania i znalezienia swojej dorosłej tożsamości. Ale wiedziecie co? Już jako 28 latka mogę  śmiało powiedzieć, że może nie jest łatwiej, ale zdecydowanie bardziej komfortowo żyje się z tą niepewnością.

Bo im bliżej trzydziestki, tym wtedy dużo swobodniej obala się te wszystkie must-have mity. Najwyższy czas rozprawić się z nimi raz na zawsze.

Gotowi?

Czytaj dalej „Czym (nie) powinnam zaprzątać sobie głowy przed 30-stką? (i po)”

Codzienność pod lupą czyli lekcja o życiu

Pojazdy powoli toczą się po ulicy w promieniach zachodzącego słońca. Kierowcy suną do przodu zostawiając za sobą powoli chowającą się za horyzontem rozżarzoną kulę. Nikt zdaje się jednak tego nie zauważać, bo uwagę zajmuje monotonia jazdy w stumilowym ogonie. Lekko przyśpieszyć, by wcisnąć się w szczelinę, przesunąć się do przodu chociaż o pół metra, uciec od przekleństwa nie-do-czasu i zakończyć jazdę z sukcesem szybciej docierając do domu. Wrzucić bieg na jedynkę, dotoczyć się do pojazdu naprzeciw, operować sprzęgłem tak, żeby nie obciążać auta, dopić łyk wystygłej już kawy zakupionej wcześniej na postoju na stacji benzynowej, odebrać telefon od szefa, następnie przełączyć na ulubiony podcast, żeby nawet tego okrucha czasu nie pozostawić bezczynnie.

Czytaj dalej „Codzienność pod lupą czyli lekcja o życiu”

Zapiski z Himalajów czyli gdzie bije serce Indii?

Dźwięk budzika zabrzmiał jeszcze okrutniej niż zazwyczaj. Umysł zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, że najwyższa już pora wstać i zacząć dzień, ale na wpół odrętwiałe ciało opierało się tej myśli biernie reagując na kolejną irytującą melodyjkę budzika.

5:00. Za oknem ciemno choć oko wykol, w tle majaczy tylko nieśmiały promień słoneczny nowego dnia, a niestrudzony prąd rwącej rzeki Ganges działa kojąco na umysł jak hinduska mantra. Ciężko jest zostawić za sobą Riszikesz – święte miasto słynące ze swego mistycyzmu i jogi. Ten kojący klimat otula umysł i daje mu chwilę wytchnienia.  Na wpół nadzy brodaci święci mężowie, święte krowy przecinające ulice, masa bosych pielgrzymów, turystów, ciekawskich wypływająca z mnogich świątyń czy zajęć jogi, medytacji. Podejmuję szybką decyzję o powrocie do tego miasta jak tylko wrócę. A teraz wzywa P R Z Y G O D A. I jak to najczęściej bywa, jedna z tych, które najmniej udało mi się zaplanować ze względu na wiele niewiadomych. Wyprawa w Himalaje.

Czytaj dalej „Zapiski z Himalajów czyli gdzie bije serce Indii?”

Design, non-fiction, mindfulness czyli książki na lato

Latem zawsze jest więcej okazji do sięgnięcia po książkę. Ostatnie miesiące były dość intensywne dla mojego samorozwoju i planowania podróży, dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi propozycjami. W poniższych rekomendacjach znajdziecie pozycje dotyczące użytecznego designu i uzależniających produktów cyfrowych, kreatywności w życiu i biznesie, reportaże/powieści na temat Indii oraz garść książek o medytacji i motywacji. Enjoy!

Czytaj dalej „Design, non-fiction, mindfulness czyli książki na lato”

Kair – mój dom. Egipcjanie o swoim kraju.

-Ja to sobie lubię wyobrażać, że jestem w tym kraju na delegacji. Że mój pobyt tutaj jest tylko tymczasowy. Tylko, żebyś nie myślała sobie, że jestem jakimś antypatriotą – ja kocham swój kraj, mam do niego duży sentyment, ale cały problem tkwi w jego mieszkańcach. Jakbyśmy mieli się umiejscowić gdzieś w warstwie społeczeństwa tolkienowskiego Śródziemia to stawiałbym na Królestwo Mordoru Orków! To miasto pęcznieje od wciąż napływających ludzi, którzy lgną do stolicy za lepszym życiem. Problem jest taki, że tu nie ma wolnej przestrzeni dla nowych lokatorów, każdy metr kwadratowy jest już maksymalnie zagospodarowany. Dla wielu rodzin luksusem nie jest wcale standard budynku, w którym mieszkają, ale jakakolwiek wolna przestrzeń. Bo co z tego, że deweloperzy prześcigają się w sprzedaży ponad stumetrowych mieszkań w zamkniętych ghettach dla bogatych jeśli jest to tylko zarezerwowane dla tego małego odsetka zamożnego społeczeństwa? Poza tym napływający ludzie niewiele mają do zaoferowania w postaci użyteczności na rynku pracy. Tutaj edukacja to produkt deficytowy, bardzo pożądany. Jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko miało szansę na lepszą przyszłość to musisz w to zacząć inwestować już od przedszkola. I wtedy już tylko się zastanawiasz czy wyślesz dziecko do brytyjskiej, amerykańskiej czy francuskiej placówki? A reszta? Albo wyśle dzieci do publicznej szkoły albo zasilą one biznes rodzinny. Można tylko dociekać źródła tego problemu: wina władzy, systemu? Cokolwiek ten kraj czeka, mam nadzieję, że ja będę już wtedy gdzieś daleko. Tylko żal opuszczać rodzinę…

Czytaj dalej „Kair – mój dom. Egipcjanie o swoim kraju.”

#Pchli targ: Przekleństwo perfekcjonizmu

” Kintsugi to japońska technika i sztuka naprawy potłuczonych wyrobów ceramicznych polegająca na łączeniu elementów wyrobu laką z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro lub platyna (rzadziej dodawane były również miedź i brąz.”

Wikipedia

Zazwyczaj stosowało się ją w naprawie cennych dla użytkownika przedmiotów, do których żywił szczególny sentyment lub wręcz tłukło się naczynia celowo, by tworzyć niepowtarzalną zastawę w ceremonii picia herbaty.

Brak perfekcji stawał się perfekcją, celem samym w sobie, unikatowym pięknem.

Czytaj dalej „#Pchli targ: Przekleństwo perfekcjonizmu”

W drodze na Mongibello* – co kryje w sobie Etna? (Część II)

6 rano. Budzi nas dźwięk uderzanych o siebie bębnów i feeria fajerwerków. Następnie tupot stóp na korytarzu śpieszących na zewnątrz. Przewracam się na drugi bok usiłując wycisnąć chociaż trochę snu, ale los jakby droczył się ze mną, bo nie daje za wygraną. Hałas dobiegający z placu tylko się wzmaga i towarzyszy temu nucenie pieśni religijnych.

„To chyba nici ze snu”, klnę w duchu.

„Najwyraźniej jedyną słuszną decyzją będzie wynieść się z tego miasta choć na chwilę”.

Czytaj dalej „W drodze na Mongibello* – co kryje w sobie Etna? (Część II)”