Czym (nie) powinnam zaprzątać sobie głowy przed 30-stką? (i po)

Pamiętam jak uderzyły mnie moje 25 urodziny. To była swego rodzaju inicjacja w dorosłość, kiedy człowiek zaczął uświadamiać sobie, że od teraz ten ciężar będzie tylko rósł. Uczucie jakby ktoś nagle zabrał Ci ten różowy filtr w okularach i te niegdyś niewyraźne obrazy, które mogły niczym ten odpustowy balon zamienić się w wymarzony kształt,  wyostrzyły bardziej surowy obraz rzeczywistości. I tak, klasyczny strach i próba dookreślenia siebie, pozbycia się wszystkich znaków zapytania i znalezienia swojej dorosłej tożsamości. Ale wiedziecie co? Już jako 28 latka mogę  śmiało powiedzieć, że może nie jest łatwiej, ale zdecydowanie bardziej komfortowo żyje się z tą niepewnością.

Bo im bliżej trzydziestki, tym wtedy dużo swobodniej obala się te wszystkie must-have mity. Najwyższy czas rozprawić się z nimi raz na zawsze.

Gotowi?

Czytaj dalej „Czym (nie) powinnam zaprzątać sobie głowy przed 30-stką? (i po)”

Kair w kuluarach

Kair, Egipt

-Cena paliwa znowu wzrosła o 1,5 funta. To jakiś 400 % procentowy wzrost w ciągu ostatnich kilku lat. Z dnia na dzień. Przez ostatnie kilka lat waluta spadała na łeb na szyję, czasy kiedy 1 dolar był wart 7 funtów dawno przeminęły. Teraz równanie 1$ = 18 funtów boli przy każdym wyjeździe za granicę. Dzisiejsze pokolenie trzydziestolatków  doświadcza przełomowych momentów, które niestety zamiast dobrych zmian, przynoszą kolejne rozczarowania. To pokolenie, które przeżywa chude lata kraju w żadnym wypadku nie pomagającego wejść w dorosłość i budować stabilnej przyszłości. Tuż po skończeniu studiów zamiast zachłysnąć się wolnością tkz. na swoim i  cieszyć się pierwszą pracą, my otrzepywaliśmy się z popiołu przebytej rewolucji, bezrobotni, bezsilni, bezbrzeżnie zawiedzeni życiem. Wdzięczni, że konfrontacja z rzeczywistością nie przyniosła kulki w łeb, mimo, że ideał sięgnął bruku. Jesteśmy przegranym pokoleniem. Rewolucja przyniosła tylko wymianę tak samo egocentrycznych narcyzów. Zadziałało prawo silniejszego i przewagi amunicji. Codziennie budzisz się rano nie wiedząc jaka rzeczywistość Cię czeka. My, Egipcjanie, przywykliśmy już do tego, że nigdy w pełni nie będziemy cieszyć się normalnym, harmonijnym życiem z happy endem. Dlatego lubimy powtarzać, hamdullah, cokolwiek przynosi nam życie, pozytywnego czy negatywnego, jesteśmy  zwyczajnie wdzięczni.

Czytaj dalej „Kair w kuluarach”

#Pchli targ: Przekleństwo perfekcjonizmu

” Kintsugi to japońska technika i sztuka naprawy potłuczonych wyrobów ceramicznych polegająca na łączeniu elementów wyrobu laką z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro lub platyna (rzadziej dodawane były również miedź i brąz.”

Wikipedia

Zazwyczaj stosowało się ją w naprawie cennych dla użytkownika przedmiotów, do których żywił szczególny sentyment lub wręcz tłukło się naczynia celowo, by tworzyć niepowtarzalną zastawę w ceremonii picia herbaty.

Brak perfekcji stawał się perfekcją, celem samym w sobie, unikatowym pięknem.

Czytaj dalej „#Pchli targ: Przekleństwo perfekcjonizmu”

The Heart to Start czyli jak wyleczyć się z prokrastynacji

-Naprawdę chciałabym to zrobić! Od dłuższego czasu chodzi mi to po głowie i myślę, że jest to świetny pomysł. Tylko wiesz, jakoś nie mogę zacząć..

Jak często zdarza Ci się taki scenariusz? Ile już pomysłów wylądowało w przysłowiowej szufladzie i umarło śmiercią naturalną od zapomnienia? Co sprawia, że często pierwszym impulsem, odruchem bezwarunkowym jest porzucenie pomysłu zanim zrobi się nawet ten pierwszy krok?

Zapraszam do wpisu!

Czytaj dalej „The Heart to Start czyli jak wyleczyć się z prokrastynacji”

#Do poduszki: W pułapce oczekiwań

-A co jeśli nigdy nie wydarzy się to co powinno się wydarzyć? Co jeśli ten cały wysiłek okaże się nadaremny?

-Wiesz, może po prostu chodzi o działanie. Działasz więc jesteś. Pokonujesz stumilowe kroki, mierzysz się ze sobą, przesz do przodu, by w końcu dopiąć swego, a jeśli nie to przynajmniej nie musisz się już zastanawiać co jest po drugiej stronie.

-Marna pociecha. Zawsze chodzi o jakąś formę gratyfikacji. Coś co osłodzi ten trud zmagań, masę wyrzeczeń, boleść upadków. Jeśli nie to po co w ogóle zaczynać?

-Mnie nie pytaj. Ja tu tylko przysłowiowo „sprzątam”. Po co zaczynać? Bo tylko drzewa stoją w miejscu, ale mają solidną podstawę. Trochę życia do przeżycia zostało, poruszać się trochę nie zaszkodzi. Przed nami splot mnogich dróg, każda może nas zaprowadzić do innego finału. Choćby z tej wrodzonej ciekawości mogłabyś ruszyć przed siebie. A nuż, coś Cię po drodze zaciekawi, doda pomysłu co, jak dalej. Chodzi tu o smak przygody.

-Teraz mówisz do rzeczy. Ale przecież tak trudno nie budować żadnych projekcji na przyszłość. To niemalże kwestia przetrwania: wykoncypowanie sobie siebie, deklinacja swojej osoby przez wszystkie możliwe przypadki, by wybrać ten najbardziej optymalny. Zrezygnowanie z tego daje poczucie niekompletności, zagubienia. Bo kim jestem bez planu na siebie, bez skonkretyzowanych widoków na przyszłość?

-Jesteś sobą. Kimś kto doświadcza, próbuje, buduje, burzy, zawraca, nadgania. Po prostu ŻYJE. Życie to wbrew pozorom całkiem prosta i przyjemna gra, którą zbyt często sobie sami gmatwamy. A jakby tak dla odmiany brać życie jakie jest?

-(…) Czekaj, daj mi chwilę. Pójdę trochę odkopać to zasiedziałe drzewo.

Czytaj dalej „#Do poduszki: W pułapce oczekiwań”

#Nie lubię poniedziałku: All the pretty girls czyli co wypada młodym damom

– Kasiu, bądź grzeczna. Dziewczynki tak się nie zachowują!

– Jak to na studniówkę nie założysz sukienki?

-Zbliżasz się do trzydziestki. Czy to nie czas, żeby pomyśleć o dzieciach?

Zaczyna się to gdzieś w wieku przedszkolnym. Kiedy powoli, acz zdecydowanie kształtują się już bardziej uświadomione cechy chłopięce i dziewczęce. Kiedy oczekuje się wejścia w rolę: od dziewczynek – postaci w tle w kolorowej sukience bawiącej się lalkami, a od chłopców – łobuziaka skaczącego po drzewach. Gdy tak bezszelestnie i sprytnie zostajemy włożone do szuflady, ciężko sobie uświadomić, że realizujemy scenariusz, w który niejako zostałyśmy wmanewrowane. A gdy jednak pomimo tego, postanawiamy przełamać ten schemat, czujemy się nieswojo, bo odtąd zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał zakwestionować nasze wybory.

Daleko mi do bycia feministką czy orędowniczką ideologii gender. Bardzo unikam identyfikowania się z jakąkolwiek grupą społeczną, polityczną, wyznaniową. Powiedzmy, że lubię chodzić własnymi drogami, podążać za swoją intuicją, kształtować swój własny światopogląd. A po co to mówię? Żeby już na wstępnie uniknąć etykiety.

Czytaj dalej „#Nie lubię poniedziałku: All the pretty girls czyli co wypada młodym damom”

A Ty człowieku – żyj! Czyli czego życzę Wam w Nowym Roku

Jestem szary człowiek. W szarym mieście mieszkam sobie. Wkoło szaro, w głowie mało, obolałe całe ciało.

STOP.

Tak sobie myślę, że ta rutyna często oblepia nas jak gęsta, lepka mgła. Hipnotyzuje i manipuluje to w jaki sposób postrzegamy świat. Chomiczy kołowrotek się kręci, ale my jakby nie zdajemy sobie  z niego sprawy lub już tak się umościł w naszej świadomości, że traktujemy go jako jedyną możliwą rzeczywistość. A to, że nie daje to radości, a to że wgniata w ziemię, przekręca trzewia, gasi chęć do działania? Przecież to normalne.

A ja pozwolę sobie zapytać kto to sobie wymyślił jak moja normalność ma wyglądać? Co to właściwie oznacza normalność? I po co to w ogóle komu? Tak się pozwoliliśmy omamić magią dopasowania się do innych, że całkowicie pozbawiliśmy się swojej indywidualnej aury. I tylko czasem ta odrobina szaleństwa nieśmiało obudzi się do życia, szybko zachłyśnie tym ukradkowo wdychanym powietrzem czekając swojego nieuniknionego końca. Bo przychodzi dzień, kiedy coś nas wyrwie z tej autostrady do piekła przeciętności – czy to podróż, spotkanie z inspirującym nieznajomym, nowe doświadczenie, rozmowa ciągnąca się do późnych godzin nocnych. I wtedy w ułamku sekundy pozwalamy przyjść nieprzewidywalności, dać się rozkochać ekcytacji przed tym co przynosi nieznane, puścić hamulce i prawdziwie przeżyć dany moment.

Czytaj dalej „A Ty człowieku – żyj! Czyli czego życzę Wam w Nowym Roku”