Indie – kraj o smaku masala [FOTORELACJA]

Pewien znajomy Hindus udzielił mi wskazówki, która miała mi przyświecać przez cały wyjazd.

„Cokolwiek spotka Cię w Indiach to pamiętaj o tym, że im bardziej się będziesz opierać tej fali tym bardziej jej prąd będzie Cię znosić. Jedynym słusznym wyjściem jest po prostu się jej poddać”.

I tak też zrobiłam. Obiecałam sobie, że cokolwiek mnie spotka w tym kraju słynącym z chaosu, przyjmę to z dozą cierpliwości i ciekawości. Bo przecież zazwyczaj te najbardziej koszmarne historie z podróży wspomina się potem najcieplej.

Pierwszy przystanek – Delhi. Moja niedawno złożona obietnica miała zostać szybko wystawiona na próbę. Drogę z lotniska pokonałam taksówką. Na szczęście udało mi się uniknąć targowania się o cenę za przejazd, dzięki hotelowej darmowej usłudze pick-up. Przez moment doświadczyłam małej konsternacji próbując usadowić się na miejscu kierowcy, by zaraz uprzytomnić sobie fakt, że w Indiach panuje ruch lewostronny. Kierowca zatrzasnął drzwi, a mnie uderzyła przyjemna woń kadzidła. Kierowca okazał się być sympatycznym Nepalczykiem, z którym szybko nawiązaliśmy nić porozumienia wymieniając się naszymi spostrzeżeniami z podróży do jego kraju. Do Indii przyjechał „za zarobkiem”, bo w swoim kraju trudno było mu się utrzymać mieszkając na głębokich peryferiach górskich. Zapytany o to jak dobrze udało mu się zintegrować w obcym kraju odpowiedział: „W Indiach dla każdego znajdzie się praca. I dla nas Nepalczyków życie tutaj  nie różni się bardzo od tego w naszym kraju: te same świątynie, festiwale, podobna mentalność”.

Droga przeminęła nadzwyczaj spokojnie do momentu, kiedy dotarliśmy do centrum miasta. Zgiełk, chaos, głośne trąbienie dobywające się z mnogich pojazdów z uporem maniaka torujących sobie drogę w imię prawa silniejszego. Tuk tuki omijające samochody slalomem, skutery wiozące kilkaset zmęczonych ciał, strudzeni rikszarze usiłujący ciągnąć swój pojazd siłą swoich mięśni mocno pedałując. Nagle usłyszałam za sobą zgrzyt, coś jakby tarcie metalu o metal. Gdy tylko się obróciłam to z trwogą zdałam sobie sprawę z tego, że to tuk tuk wcisnął się w szczelinę między dwoma samochodami i porysował jeden z nich. Spojrzałam na taksówkarza z wielkim znakiem zapytania w oczach, ale on tylko machnął ręką. Z przodu taksówki łypał na mnie okiem świdrujący wzrok Ganeshy – hinduskiego boga o korpusie słonia – patrona sukcesu i dobrobytu, do którego zwracają się wierni prosząc o wsparcie w sprawach beznadziejnych o usunięcie dręczących problemów. Hałas z ulicy coraz bardziej wystawiał naszą cierpliwość na próbę. Trąbili wszyscy jak jeden mąż, każdy chcąc zdominować tą niekończącą się symfonię świdrujących dźwięków. I nieistotne było to czy faktycznie dzieje się na drodze coś co wymaga takiej interwencji – trąbią jadąc, trąbią stojąc traktując to bardziej jako rozrywkę i odruch bezwarunkowy. Władze miasta owszem starały się zadziałać w tej materii: w lokalnej gazecie India Times z dumą obwieszczono nowe prawo – każdy z kierowców miał obowiązek obniżenia decybeli swojego klaksonu.. Samochód nagle mocno zahamował i w ostatniej chwili udało mu się ominąć przeszkodę. I to nie byle jaką przeszkodę. Stadko potężnych byków i krów polegujących na całej rozciągłości ulicy nie robiąc sobie nic z coraz bardziej zagęszczającego się korka ulicznego. Zaciekawiona zapytałam Khana czy te zwierzęta na stałe zamieszkują tą drogę i czy często zdarzają się wypadki z ich powodu. On mi na to odpowiedział: „Rzadko się stąd ruszają, bo ludzie się nimi opiekują, dokarmiają. To jest ich dom. A jak zdarzy się wypadek to trudno. Lepiej tak niż jakbyś została przyłapana na ich konsumowaniu”. Hmm ciekawa ta logika. W końcu udało nam się przecisnąć przez szalejący tłum garkokuchni, ludzi popijających masala chai na ulicy, ulicznych sprzedawców wymachujących sztuczną biżuterią, bezdomnych religijnych ascetów baba i szukających łupu oszustów. Odczułam ogromną ulgę docierając do hotelu. Zmęczyła mnie sama droga, a czekał mnie przecież trzytygodniowy pobyt w tym zagadkowym kraju. W tyle głowy kłębiły się słowa znajomego: „Nie opieraj się. Daj się ponieść fali”. Po raz kolejny postanowiłam dać się ponieść…


Indie to kraj, który fascynował i będzie fascynował ludzi przyjeżdżających tłumnie z Zachodu. Ma on w sobie niesamowity magnetyzm, który każdy instynktownie odczuwa przebywając przez dłuższy czas wśród lokalsów czy zapuszczając się w głąb w mniej turystyczne miejsca. Kraj ten niesie ogromną naukową i duchową spuściznę przodków: znakomitych uczonych, ascetów, handlarzy, która teraz jest stopniowo wypierana na rzecz zbliżenia się do wzorcowych gospodarek krajów rozwiniętych i bicia rekordów w ilości rozwijanych biznesów. Jednak wciąż duchowość jest obecna w lokalnej świadomości na codzień. Bóg, niezależnie w jakiej postaci, bierze czynny udział w życiu domowników. Dlatego w każdym domu znajdzie się mały ołtarzyk przystrojony kwiatami i zapachem kadzidła, a festiwale na cześć mnogich bogów mają tak karnawałowy charakter. Chodzi o celebrowanie życia i tego co przynosi na codzień.

Jest to kraj, który jest domem dla wielu kultur, wyznań, narodowości, które wzajemnie się uzupełniają i zostawiają na sobie ślad. Dlatego nikogo nie powinno dziwić to, że muzułmanie w Indiach świętując są bliżej hinduskiej celebracji na ulicy w tańcu i śpiewie niż zachowawczych sąsiadów z krajów arabskich. Albo fakt, że Hindusi nie mają problemu z tym, żeby obok obrazka boga Wisznu czy Siwy postawić obrazek Jezusa czy Koran. Zazwyczaj myśląc o hinduizmie z politowaniem patrzymy na kolorowych bogów  bardziej przypominających ludzkie postaci niż chrześcijańskiego dostojnego boga grożącego palcem. Ale właśnie sedno tego wyznania opiera się na przekonaniu, że każdy sposób dotarcia do tej siły wyższej, która napędza nasz wszechświat jest dobry. Całkiem ludzkim odruchem jest szukanie odniesienia, czegoś co ułatwiłoby stworzenie tej intymnej relacji z Bogiem  opartej na bezpośrednim kontakcie. Modląc się do boga Wisznu, Siwy czy Ganesha każdy Hindus wie, że są to pośrednicy w kontakcie, mnogie odsłony, twarze jednego Boga. W ramach ciekawostki: wiele świątyń hinduistycznych jest ozdobiona symbolem nam znanej nazistowskiej swastyki, która tutaj oznacza szczęście i dobrobyt. Taak, Hitler zapożyczył ją sobie razem z historią o starożytnym ludzie aryjskim zamieszkującym północne Indie, który miał być jedną z najstarszych ludzkich cywilizacji.

Gdybym miała opisać Indie jednym słowem to powiedziałabym ogromne serce. Może nie widać tego od razu w dużych miastach, ale każdy kto więcej czasu spędzi z hindusami wie, że zyskując ich sympatię zdobywa się przyjaźń na całe życie.

Ciąg dalszy nastąpi…

7516563536_IMG_09907518566368_IMG_09687522782656_IMG_09787524896608_IMG_09717583664432_IMG_09777583626944_IMG_09367589891472_IMG_09257589901216_IMG_12377589929296_IMG_08767591979168_IMG_11327591979456_IMG_1082IMG_0048IMG_0026IMG_0051IMG_0081IMG_0069IMG_0112IMG_0099IMG_0126IMG_01617522762304_IMG_03247522799312_IMG_02867522863440_IMG_08997524888112_IMG_08737524896176_IMG_08807524941536_IMG_12257524959152_IMG_12297589891760_IMG_12877527067632_IMG_11347527061824_IMG_11317591978400_IMG_10337591966688_IMG_10547592069024_IMG_11677592021360_IMG_11877592066240_IMG_11657592053616_IMG_11687589966784_IMG_07107529072576_IMG_10117524940816_IMG_14337524948064_IMG_12697589862336_IMG_1300IMG_1169IMG_00287589883888_IMG_13187589881296_IMG_13087524954832_IMG_1307IMG_00997587875152_IMG_06597527005520_IMG_06427527009744_IMG_06627527068976_IMG_10867524951280_IMG_12847522760144_IMG_0293

Autor zdjęć:  ©Pannazmokraglowa blog

8 myśli na temat “Indie – kraj o smaku masala [FOTORELACJA]

  1. Wszystko oczywiscie piękne, z pewnoscią inne. Co jest ładniejsze to tylko kwestia gustu. Tylko jedno mnie zastanawia , po co ten Hindus dawal Ci rady, skoro to on miał wyjeżdżać?😂

    Polubienie

      1. Gdy ja chciałem podróżować musiałem skończyć Wyższą Szkołę Morską, inna moźliwościa bylo tylko skurw..e się i wstapienie do pzpr i jeszcze ostre dzialanie w tym syfie☺

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s