W cieniu uśmiechu Kumari – Nepal w tydzień

Dochodzi dziewiąta rano. Straciłam rachubę czasu ile godzin już jestem w podróży. Zaglądam przez okno samolotu i podskórnie czuję niepokój. Moim oczom ukazuje się spektakularny widok: łańcuch Himalajskich szczytów. Lecimy tak nisko, że momentami mam wrażenie, że zaraz zahaczymy o jedną z majestatycznych gór.

Nepal, kraj który jeszcze do niedawna nie budził u mnie większych emocji stał się areną mojej azjatyckiej przygody. O wyjeździe zadecydowała okazja cenowa biletów lotniczych i łatwość zdobycia wizy tkz. „on arrival” na lotnisku.

Mimo tego, że Nepalczycy to ludzie o przyjaznym usposobieniu i kojącym serce wewnętrznym spokoju, który czerpią z mistycznej siły religii hinduizmu to kraj ten był targany przez wieki przez starcia polityczne poróżnionych braci-władców Khatmandu, Bhaktapur, Patan, ludobójstwo w rodzinie królewskiej, polityczny chaos pod rządami komunistycznej partii Maoistów i wreszcie nieprzejednany żywioł – trzęsienie ziemii. Kraj, w którym do 2008r. obowiązywał ustrój monarchii konstytucyjnej, która zakończyła się rozlewem krwi w rodzinie królewskiej. Kraj, którego gospodarka wciąż głównie opiera się na rolnictwie i wciąż rosnącym w sile sektorze turystyki. Gdzie 7  z 30 milionów Nepalczyków decyduje się na migrację zarobkową w krajach Zatoki Perskiej. To wreszcie kraj opanowany przez mistycyzm wszechobecnych świątyni buddyjskich i hinduistycznych, wiara w żyjące boginie – Kumari, w które wcielają się wybrane młode dziewczynki przed osiągnięciem fizycznej dojrzałości, przytłaczający smród spalin z tłoczących się na ulicach skuterów i przepiękny krajobraz himalajskich gór, który przyciąga turystów z całego świata.

Decydując się na przyjazd do Nepalu na krótki okres najlepiej od razu wyznaczyć sobie cel podróży. Opcji jest kilka. Jeśli pasjonuje Cię trekking to Nepal ma do zaoferowania jedne z najwyższych szczytów górskich. Na miejscu można wykupić sobie wycieczkę i przewodnika. Konkurencja jest naprawdę spora, więc usługodawcy prześcigają się w dostarczeniu najlepszych pakietów. Najlepiej zarezerwować sobie co najmniej tydzień na taką wyprawę.  Nie trzeba przejmować się sprzętem, ponieważ na miejscu można kupić bardzo tanio wszystko co będzie niezbędne na szlaku.

Jeśli interesuje Cię regularne zwiedzanie atrakcji turystycznych to Kathmandu, stolica Nepalu, obfituje w wiele świątyń hinduistycznych i buddyjskich, które są na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Najlepiej zacząć od tkz. Kathmandu Durbar Square, głównego dziedzińca z pałacem królewskim i świątyniami, w którym urzędował król i który stanowił centrum wydarzeń dla mieszkańców. Koszt takiej przyjemności to około 1000 rupii nepalskich czyli około 10 dolarów. Na miejscu można skorzystać też z usług przewodnika co może w znacznym stopniu pomóc w zrozumieniu symboliki budynków. Podobne dziedzińce można znaleźć też w sąsiadujących miejscowościach: Bhaktapur (mój ulubiony) i Patan. W zamierzchłej przeszłości prześcigały się one w finezji i bogactwie architektonicznym jako, że Nepal był podzielony pomiędzy braci, którzy prowadzili ze sobą rywalizację o ziemię.

Niestety trzeba liczyć się z tym, że trzęsienie Ziemii spowodowało mocny uszczerbek na fundamentach budowli, więc część zabytków w dalszym ciągu jest w trakcie renowacji i jest wyłączona ze zwiedzania. Niestety rząd nie odrobił lekcji na czas, żeby zabezpieczyć budynki przed nieuchronnie zbliżającym się żywiołem (zwykle raz na 80-90 lat) i obecnie wsparcie finansowe płynie głównie z zagranicznych źródeł.

Ponad 80% ludności Nepalu wyznaje hinduizm. Ich religia prawdziwie żyje i towarzyszy mieszkańcom nacodzień, przesiąka nią powietrze i dekoracja przestrzeni publicznej. Spacerując w wąskich uliczkach najbardziej turystycznej dzielnicy Thamel raz po raz napotyka się mini świątynie naznaczone kolorowymi tybetańskimi flagami modlitewnymi oraz posągi strzegące wejścia muśnięte czerwonym proszkiem. Nepalczycy nie opuszczą świątyni bez specjalnego błogosławieństwa – czerwonego śladu na czole. Przy ogromnej mnogości wcieleń poszczególnych bogów, króluje najważniejsza trójca: Brahma – stworzyciel, Wisznu -utrzymujący aspekt boga oraz Siwa – symbolizujący unicestwiający aspekt boskości. Jak to ujął mój nepalski przewodnik, większość ludzi najbardziej obawia się tego co przyniesie przyszłość, więc zdecydowana większość świątyń jest dedykowana właśnie Wisznu i Siwa. To jakie posągi zwierząt strzegą wejścia świątyni wskazuje na to komu jest ona dedykowana – postaci lwów zawsze towarzyszą świątyniom bogiń, natomiast byka bogów. Same reprezentacje bogów są przedstawiane w wielorakich wcieleniach, avatarach zgodnie z filozofią reinkarnacji.  Towarzyszące im atrybuty, ułożenie ciała i kończyn wskazuje na to z jakim bogiem mamy do czynienia i jakie on niesie przesłanie. Mnogość dobrych uczynków i jakości życia decyduje o tym jak bardzo zaawansowane z punktu widzenia ewolucji będzie następne wcielenie i jak duża ich liczba do osiągnięcia finalnego stanu nirwany i przerwania tego cyklu.

Osobiście polecam też odwiedzenie potocznie nazywanej przez lokalsów buddyjskiej świątyni małp, Swayambhunath, z której rozciąga się przepiękny widok panoramiczny na całe miasto.  Warto uważać na aparaty i telefony, bo chwila nieuwagi może grozić porwaniem ich przez czyhającą w cieniu małpę 😉

Zdecydowanie największe wrażenie zrobiła na mnie największa w Kathmandu świątynia hinduistyczna – Pashupatinath, w której odbywają się regularnie uroczyste kremacje. Turyści nie mają wstępu do samej świątyni, ale mogą eksplorować przylegający do niej teren. To miejsce zdecydowanie nie pozostawia nikogo obojętnym – brunatna rzeka, a przy jej brzegu płonące stosy ciał. Starożytne budowle posągów świątynnych, które pochłonęła natura. Kwitnący bluszcz i roślinność przeciskający się przez szczeliny powolnie rozpadających się budynków. Grasujące małpy, jakby nieświadome powagi miejsca, w którym urzędują. Uliczni sprzedawcy, którzy liczą na zarobek korzystając z kuriozum jakie to miejsce stanowi dla turystów.

Kathmandu jest miastem przepełnionym, nabrzmiałym od korków i hałasu, w którym znajduje się chyba więcej pojazdów niż ludzi. Ulokowany w dolinie gromadzi wszystkie zanieczyszczenia i sprawia, że powietrze dławi i krztusi, dlatego większość kierowców decyduje się na noszenie masek na twarzy, żeby chociaż trochę się przed tym uchronić. Przez ulice przemykają kobiety w kolorowym sari, niektóre naznaczone henną lub czerwonym podłużnym znakiem na czole oznaczającym status mężatki. Obok co jakiś czas na ulicy słychać siarczyste splunięcia na ziemię- coś co już od zawsze będzie mi się kojarzyć z tym krajem. Miejsce, w którym tradycja – kolorowe stroje, wszechobecność religii w życiu codziennym przeplata się z morderczą nowoczesnością – furkoczące skutery i plastikowa odzież made-in-china na pewno oczaruje swoją autentycznością i pięknem historii drzemiącej w architekturze sakralnej i potężnej naturze górującej nad miastem. Zdecydowanie must-see na liście każdego backpackera.

Już wkrótce wpis o hipisowskiej miejscowości w sercu gór – Pokhara

IMG_7376IMG_7382IMG_7407IMG_7340IMG_7445IMG_7582IMG_7380IMG_7641IMG_7656IMG_7598IMG_7451IMG_7436IMG_7408IMG_7819IMG_7810IMG_7911IMG_7912IMG_7843IMG_7417IMG_7622

 

2 myśli na temat “W cieniu uśmiechu Kumari – Nepal w tydzień

  1. Pięknie k…, pięknie jak mawiał zastępowy;-) tylko kilku rzeczy nie rozumiem: czemu czepiasz się małp i jak z 30 Nepalczyków zrobić szybko 3 miliony 😛 albo odwrotnie? Chociaż nie odwrotnie się da. Niejeden probowal, kilku się udało!
    A co to back co z tak to już wiem:
    https://goo.gl/images/7neyRn
    Pozdrawiam:-D

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s