O Agacie, co Rzymianina nie chciała – kilka słów o wyprawie na Sycylię (część I)

Desperacka próba ucieczki przed zimą. W pogoni za odrobiną słońca, światła, uśmiechniętych i życzliwych twarzy, dobrego jedzenia bez wyrzutów sumienia. Marzenie się urzeczywistniło: ja w samolocie z siostrą w drodze na Sycylię w samym środku polskiej zimy!

Jednak los szykował inną niespodziankę. Plany ocieplenia się w miejscu uchodzącym za krainę słońca spełzły na niczym, ponieważ tuż po wylądowaniu przywitały nas szare chmury i mżawka. Katania, brzydsza siostra osławionego centrum sztuki i piękna- Palermo, nie napawała nas optymizmem. Ale nie traciłyśmy nadziei, w końcu tutaj deszcz to jednak coś nietypowego i na pewno zaraz przejdzie. I tu się myliłyśmy, ale o tym później.

Dużym udogodnieniem był fakt, że lotnisko znajdowało się zaledwie kilka kilometrów od centrum, a sam bilet na shuttle bus kursujący bardzo często zamykał się w kwocie 4 euro. Droga przebiegła szybko i nie sposób się było zgubić, ponieważ na trasie autobusu są tylko dwa przystanki (jeden w centrum, a drugi- stacja końcowa przy dworcu autobusowym).

Wysiadłyśmy z siostrą na ostatnim przystanku niepewnie opuszczając pojazd, żeby wylądować w kałuży i zmoczyć sobie pięknie przygotowane obuwie wiosenne, które tak skrzętnie szykowałyśmy gotując się na odmrożenie kończyn po polskich przymrozkach.

„No dobra, na szczęście mamy mapę offline, hostel wydaje się blisko, więc dotrzemy na miejsce w mgnieniu oka” – pomyślałam w duchu.

To co nas uderzyło na początku to intensywny zapach morza wymieszany z wonią deszczu ociekającego ze starych kamienic. Miasto zdawało się dopiero budzić ze snu, ukołysane przez fale uderzające o brzeg. Piękne kamienice pokryte czarną smugą,  pozostałością częstych wybuchów potężnego żywiołu, przypominały o bolesnej historii. Nie bez powodu Katania nazywana jest feniksem odradzającym się z popiołu. Stale towarzyszący na plecach oddech pyłu wulkanicznego dumnej Etny, nie raz wypełniał groźbę wiszącą w powietrzu. A mieszkańcy za każdym razem liczyli się z tym, że będą musieli zacząć od początku, jeśli tylko będzie im to dane. Rysująca się na horyzoncie dumna Etna, dodawała miejscu aury tajemniczości i nie pozwalała oderwać od siebie wzroku.

Przydrożna mała kawiarnia pachnąca świeżo parzoną kawą otwierała swoje podwoje, sprzedawca z pobliskiego warzywniaka układał świeże owoce w sobie znanej tylko kompozycji, a nieliczni przechodnie śpieszyli w kierunku centrum nie wiedząc czemu. Zaraz, zaraz dlaczego wszyscy są przebrani w sięgające ziemii alby ze zwisającym wielkim medalionem z mrugającą do nas świętą? Nieco zaskoczone tą zmianą scenerii sunęłyśmy razem z tłumem w stronę największego placu w centrum miasta Piazzo Duomo i ku naszemu zdziwieniu utknęłyśmy w samym środku jednej z największych na świecie uroczystości na część patronki tego miasta św. Agaty – najbardziej czczonej męczenniczki wiary chrześcijańskiej. Pochodząca z nobliwej, zamożnej rodziny jako nastolatka miała wzbraniać się przed uciążliwymi i coraz bardziej natarczywymi zalotami rzymskiego prefekta co skończyło się wtrąceniem jej do więzienia, torturami i amputacją piersi. Dzisiaj ta święta bierze pod swoje skrzydła piekarzy, mamki, kobiety cierpiące na raka piersi, ofiary trzęsienia ziemii, pożaru, gwałtu. Nigdy nie byłam świadkiem uroczystości religijnej wyprawianej z taką pompą – dosłownie cało miasto zamiera na czas trzech dni, gdzie wszystko i wszyscy są oddani tej radosnej chwili celebracji.

IMG_5739IMG_5744IMG_5742

Gdy pierwsza fala zaskoczenia i zaciekawienia minęła uświadomiłyśmy sobie jedną prostą prawdę. Utknęłyśmy w samym środku tłumu z trudem ciągnąc swoje podręczne walizki, a hostel wydawał się w tym momencie nie do zdobycia. Rozentuzjazmowany tłum falował wokół złotej procesji, ministranci w długich białych albach i czarnych beretach oświetlali drogę ogromnymi żółtymi gromnicami el candelore, a z głośników płynęły pieśni religijne. Postawiłyśmy wszystko na jedną kartę i  zaczęłyśmy przeciskać się przez tłum pod prąd. W końcu udało się nam dotrzeć do wielkich zdobionych drzwi, a raczej wrót w stylu barokowym do zabytkowej kamienicy, w której znajdował się nasz hostel o wdzięcznej nazwie Ostello degli elefanti. Przestronne wnętrza i szerokie drewniane schody dawały przedsmak tego jak będzie wyglądać nasz pobyt przez następne kilka dni. Póki co pozostało nam do pokonania dwa piętra pod górę, a gdy zasapane dotarłyśmy do recepcji powitał nas uśmiech i kilka słów otuchy z mocnym włoskim akcentem: „Witamy na Sycylii! Cóż, znowu święta Agata poskąpiła nam słońca, z jakiegoś powodu w czasie fiesta  zawsze panuje ulewa”.

Nie zdążyłyśmy się jeszcze dobrze zadomowić i rozpakować, gdy ten sam znajomy głos pociągnął nas w stronę balkonu wychodzącego na plac Piazzo Duomo: „Szybko! Pośpieszcie się, ragazze. Nie może ominąć Was najlepsza część dzisiejszego dnia – pochód!”. W niemym sprzeciwie dałyśmy się jednak zaciągnąć na zewnątrz, a naszym oczom ukazało się morze ludzi, a w samym jego sercu pochód orkiestry uroczyście uderzającej w bębny, a za nią ministranci niosący na swych barkach złocone „karoce” z podobiznami świętych. Budynki tonęły w szkarłatnych płótnach z wygrawerowanym na złoto inicjałem A. Stało się jasne, że przez następne kilka dni rytm miasta będzie dyktować św. Agata.

„Ragazze! Nie zapomnijcie o dzisiejszym pokazie fajerwerków! Na dachu hostelu będziecie mieć najlepszy widok! Całe miasto będzie wtedy wpatrzone w niebo!”.

Potraktowałyśmy te słowa z pewnym dystansem, bo to nie pokaz fajerwerków sprowadził nas na Sycylię. Ruszyłyśmy na podbój miasta. Co ostatecznie okazało się być dużym wyzwaniem, ponieważ większość ulic została zamknięta/ zablokowana albo przez policję lub niewzruszony tłum. Wzdłuż głównej ulicy Via Etna już od wczesnych godzin rannych ustawiali się uliczni sprzedawcy serwując słodkie przekąski. I to nie byle jakie! Ubrani w białe fartuchy mężczyźni mieszali słodki wywar w metalowym garze kręcąc go w kółko, by nie dopuścić do jego zgęstnienia. Zahipnotyzowane obserwowałyśmy jak zręcznie wrzuca do środka orzechy, pistacje, by w końcu wylać masę na stół i za pomocą wielkiego kuchennego noża zacząć formować z niej tabliczkę czekolady.

Wraz z nadejściem zmierzchu tłum gęstniał. Powrót do hostelu, który znajdował się w samym centrum wieczornych rozrywek wydawał się niemożliwy. Ale zmęczone postanowiłyśmy, że największą formą luksusu będzie oglądanie tego wszystkiego z dystansu, z góry, z tego gorąco polecanego nam dachu hostelu. Ruszyłyśmy przez tłum, metr po metrze, prąc do przodu. Ja z kartką, potwierdzeniem rezerwacji miejsca w hostelu, żeby zamknąć usta tym niezadowolonym z naszego wariackiego planu i zmniejszyć intensywność rzucanych w naszym kierunku przekleństw.

„Mi scuzi, mi scuzi” powtarzane w kółko jak mantra. W końcu spocone i zmęczone dotarłyśmy do wrót naszego przybytku ŚWIĘTEGO SPOKOJU. Powlekłyśmy się na górę w sam raz, żeby zdążyć na wieczorny pokaz fajerwerków.

„Ragazze!”, zawołał znajomy głos. „Nie mam pojęcia jakim cudem udało Wam się przepchać przez ten tłum, ale macie idealne wyczucie chwili”. Podążyłyśmy za nim na górę i aż otworzyłyśmy usta w zachwycie. Pokaz się rozpoczął. Ale jaki! Niebo rozcinały wszystkie kolory tęczy, przepiękne wzory kompozycji na tle katedry św. Agaty. Echo wybuchu fali fajerwerków odbijało się od starych murów i trzęsło je w posadach. Tłum jak w transie składał hołd swojej patronce prosząc o opiekę przed zawistnym żywiołem, który czyhał daleko na horyzoncie. Czas się na chwilę zatrzymał łącząc wszystkich we wspólnym spojrzeniu w niebo z gorącą nadzieją, że ten rok będzie dobry.

IMG_6350IMG_6066IMG_6061IMG_5841IMG_5862

 


Część II historii o wyprawie na wulkan Etna już wkrótce!

 

3 myśli na temat “O Agacie, co Rzymianina nie chciała – kilka słów o wyprawie na Sycylię (część I)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s