#Nie lubię poniedziałku: All the pretty girls czyli co wypada młodym damom

– Kasiu, bądź grzeczna. Dziewczynki tak się nie zachowują!

– Jak to na studniówkę nie założysz sukienki?

-Zbliżasz się do trzydziestki. Czy to nie czas, żeby pomyśleć o dzieciach?

Zaczyna się to gdzieś w wieku przedszkolnym. Kiedy powoli, acz zdecydowanie kształtują się już bardziej uświadomione cechy chłopięce i dziewczęce. Kiedy oczekuje się wejścia w rolę: od dziewczynek – postaci w tle w kolorowej sukience bawiącej się lalkami, a od chłopców – łobuziaka skaczącego po drzewach. Gdy tak bezszelestnie i sprytnie zostajemy włożone do szuflady, ciężko sobie uświadomić, że realizujemy scenariusz, w który niejako zostałyśmy wmanewrowane. A gdy jednak pomimo tego, postanawiamy przełamać ten schemat, czujemy się nieswojo, bo odtąd zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał zakwestionować nasze wybory.

Daleko mi do bycia feministką czy orędowniczką ideologii gender. Bardzo unikam identyfikowania się z jakąkolwiek grupą społeczną, polityczną, wyznaniową. Powiedzmy, że lubię chodzić własnymi drogami, podążać za swoją intuicją, kształtować swój własny światopogląd. A po co to mówię? Żeby już na wstępnie uniknąć etykiety.

Kobieta poruszająca ten temat nie jest wiarygodna i obiektywna.

Hola, hola! Ale z drugiej strony kto jak nie kobieta będzie w stanie najlepiej opisać swój punkt widzenia, skoro tak dużo stron zdaje się mieć tyle o nas do powiedzenia. Bo przecież równouprawnienie w prawie jest, kobieta może wykonywać te zawody co mężczyzna, nikt nie zamyka jej na siłę w domu i nie dyktuje jak ma się ubierać czy zachowywać. I wszystko powierzchownie jest ok. Ale nie o tym będzie ten wpis.

Wróćmy do tematu dzieciństwa. Zastanawiam się jak to jest, że większość kultowych baśni obsadza dziewczynki w roli księżniczek, którym na ratunek rusza książę, czekających na pocałunek, który wybudzi ze snu, pozostawionych na pastwę złego losu. Zawsze w roli pasywnej, nie jako agent zmian, akcji tylko instrument w ręku wszelkich okoliczności losowych. Może gdyby w tej bajkowej przestrzeni pojawiło się więcej bohaterek o bardziej zadziornych sercach i temperamencie, nasze dziewczynki razem z mlekiem matki nie wysysałyby propagandy o tym jak to ich szczęście zależy od czynników zewnętrznych –  miłości, mężczyzny, losu, a nie ich samych? Potrzeba nam więcej silnych kobiet, które stawiają czoło życiu, a nie pasywnie płyną z prądem.

A kiedy już któraś z nas się odważy być kowalem swojego losu, przepuścić „talony na kobiecość” tj. odłożyć zamążpójście, macierzyństwo na rzecz realizowania siebie zawodowo, igrania z losem stawiając wszystko na jedną kartę, smakując życie i po prostu decydując o sobie, swoim ciele, pojawia się zgrzyt. Bo władza, społeczeństwo zgłasza weto! A ja się pytam jakim prawem ktokolwiek rości sobie prawo do decydowania o tym jakie mam zobowiązania względem państwa i co się nie godzi. Nie przypominam sobie, żebym miała jakiś dług do spłacenia w postaci lojalności i przywiązania do idei, które mi nie służą i nie są bliskie mojemu sercu. Jeśli już idziemy tym tropem to dlaczego w ramach równouprawnienia nie zaczniemy dyskutować o tym jak mężczyzna powinien  uczestniczyć w antykoncepcji odciążając kobietę, o jego wstrzemięźliwości seksualnej i częstszych kontrolach ginekologicznych, żeby przykładowo nie rozprzestrzeniać więcej chorób? Można zabrać głos i w tej sprawie, zadecydować wedle mojego widzimisie, a reszta niech się dostosuje. A demokracja? Niech się cieszą, że na razie Wielki Brat jest zajęty oglądaniem w lustrze swojego odbicia. Do czasu.

Drażni mnie fakt, że nie odeszliśmy jeszcze od czasów palenia wiedźm na stosie za wygłaszanie swoich „herezji”. Dlaczego to zawsze kobieta musi sprostać oczekiwaniom, odznaczyć punkty milowe na liście, przedkładać innych ponad siebie, być gotową do wyrzeczeń. Skąd takie wymagania? Nawet jeśli któraś decyduje się na powyższe to zawsze powinno być to podyktowane głębokim przekonaniem, że to co robi nie jest wymuszone przez nic i nikogo.  Możliwość decydowania o własnym losie to jedna z najświętszych prawd, a nie przywilej.

Dlaczego niezamężną, która uprawia seks nazywa się Puszczalską? A tą, która przedkłada rozwój zawodowy nad macierzyństwo – Karierowiczką? Dlaczego myśląc o tym samym i mówiąc o mężczyźnie rysuje się w głowie inny obraz – casanova, niezależny, na poziomie? Chyba potrzeba nam poprzekładać te klocki w głowie, zrobić gruntowny remanent.

Kobietą jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Może czas przestać rozdmuchiwać na forum kwestie, o których decydowanie należy się nam – kobietom, a zająć się tak fundamentalnymi sprawami dla każdego obywatela jak podstawy demokracji.

Dziękuję, dobranoc.

pexels-photo-209680

 

7 myśli na temat “#Nie lubię poniedziałku: All the pretty girls czyli co wypada młodym damom

  1. Zbyt wiele uproszczeń. ☺
    Ale cóż masz czas aby zrozumieć że nie ma etykiet, są etykietujacy☺
    I tak na przykład moźe być nie puszczają ale „kobieta wyzwolona” od czego to nie wiem. No i nie casanowa tylko zwykły dziwkarz!

    Polubione przez 1 osoba

      1. To nie zależy od płci. Mnie teź pytano po trzydziestce kiedy się ożenię.
        Wszystko zależy od tego czego chcesz. Nie wbrew komuś a dla siebie!☺pozatym jakbyś się czuła myśląc jak facet. Choć teraz różnice się zacierają😛

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s