Kair po polsku czyli co przynosi podróż

Ósma godzina lotu, druga w nocy, ciało zmęczone podróżą, ale za to podekscytowanie w środku podtrzymuje funkcje życiowe i nie daje zmrużyć oka na pokładzie. Pełny rok. To właśnie dokładnie rok temu zostawiłam za sobą krainę słońca, żeby powrócić do krainy wiecznego chłodu. Pamiętam jak dziś swoje zupełne nieprzygotowanie na spotkanie z Bliskim Wschodem, niewiedzę, lekki niepokój związany z bardzo okrojoną wiedzą na temat tego rejonu głównie opartą o stereotypowe wieści europejskich monopolistów na „prawdę”. Jak teraz odbieram Egipt  z perspektywy czasu? Chodźcie!

Przyjeżdżając do Egiptu mój starannie wypielęgnowany europejski edukacyjny background przygotował mnie na spotkanie z Bliskim Wschodem. Dumny czas faraonów i piramid, protektorat brytyjski trwający ponad czterdzieści lat, niepodległość, czasy monarchii za króla Faruka, socjalistyczne próby prezydenta Nasera, liberalne panowanie prezydenta Sadata, obalenie Mubaraka i krwawa arabska wiosna ludów. Dużo krwi, dużo ofiar, historia zataczająca koło i odbijająca się czkawką w postaci ludzi walczących o swoje podstawowe prawa.

No cóż, wiadomości docierają do nas jakby w zwolnionym filmie, niby dochodzi do nas sens przesuwających się obrazów, ale stosunek jest raczej chłodny, nie możemy tego pojąć w pełni. Oczywiście sympatyzujemy, wysyłamy wyrazy współczucia, ale byle nie podejść do tematu zbyt personalnie, bo wtedy moc tych wydarzeń nie pozwoliłaby nam przełączyć kanału czy przekręcić strony w gazecie. Albo próbujemy innej taktyki – przecież ten kraj sobie nie radzi z autonomią, zasłużył sobie na to, po co ludzie komplikują swoją rzeczywistość kładąc swoje życie na szali? I tu dochodzimy do sedna sprawy. To jest problem tkz. krajów rozwiniętych, które roszczą sobie prawo do decydowania o ramach normalności i tego jak świat powinien funkcjonować. Pobudki szlachetne, czujemy się jak zbawcy świata, którzy wiedzą lepiej i z politowaniem przyglądają się tym „krajom trzeciego świata”. Jest tylko jeden problem – piękno naszego świata polega właśnie na tej odrębności, inności, zróżnicowaniu. Nie mamy prawa decydować o tym jak mają żyć inni. Bo co, powinni przekreślić swoje dziedzictwo kulturowe, tradycje, coś co siedzi głęboko w poczuciu ich tożsamości? W imię czego? Europejskiej poprawności politycznej?

Więc zacznijmy od początku. Jak odebrałam Kair decydując się tam żyć? Nie ukrywam, na początku było to trudne doświadczenie. I wiecie co? Byłoby mi dużo łatwiej gdybym nie przyjechała wyposażona w te wszystkie uprzedzenia, które tłoczą nam do głowy dziennikarskie media. Bo jest to zupełnie inna rzeczywistość, gdzie żyje się po prostu inaczej i jedynym dobrym sposobem, żeby jak najlepiej ją poznać to wcielić się w rolę ciekawego obserwatora, a nie zbawcy świata.

Kair to kwintesencja bohemy, miasto, które nigdy nie śpi, gdzie życie toczy się na ulicy, a w powietrzu roznosi się zapach dobrego jedzenia i orientalnej sziszy. To ogromna gościnność i życzliwość ludzi niezależnie od pojemności portfela, silne więzi przyjaźni, częste spędzanie czasu ze sobą choćby przy herbacie i sziszy niezależnie od tego jak pełny jest kalendarz. To wreszcie niesamowita przedsiębiorczość i chęć wykorzystania do cna dostępnych zasobów, żeby stworzyć sobie chociaż namiastkę dobrego życia – nawet w najbardziej ubogiej dzielnicy zawsze znajdzie się kawiarnię z serwowaną sziszą i herbatą, targ świeżych warzyw i owoców, a widok panów oglądających mecz na śnieżącym telewizorze na ulicy czy dzieci grających w bilarda nie dziwi. Wreszcie Egipt jest to miejsce, w którym tradycja i silnie zakorzeniona religia w życiu codziennym ściera się z chęcią zmian i potrząśnięciem rzeczywistością. Są to młodzi ludzie, którzy wiedzą, że muszą pracować ciężej i wytrwalej na dobrą przyszłość, żeby móc osiągnąć to co dla nas Europejczyków jest chlebem powszednim.

Jeśli jednak już na samym początku nałożysz sobie europejski filtr to zobaczysz coś zupełnie innego. Walające się odpady na ulicach, podupadające budynki nadgryzione zębem czasu, chaos ruchu drogowego, całe rodziny na ręcznie spreparowanych pseudomotocyklach, stale towarzyszący smog w powietrzu. Czuć różnicę? Najlepsze jest to, że jeśli nie podejmiesz próby porzucenia uprzedzeń i rezygnacji z tych wszystkich wcześniej wyoczonych wzorców europejskich, wyjedziesz z bardzo powierzchownym wrażeniem i nie dowiesz się absolutnie niczego nowego, nie dokopiesz się do surowizny, żeby prawdziwie poznać nową rzeczywistość.

Zbyt często gubimy sens podróży myśląc, że podróżujemy po to, żeby zmieniać świat, a tymczasem zmiana powinna zajść w nas dzięki nowej perspektywie jeśli tylko damy sobie na to szansę.

Więcej wpisów o Egipcie znajdziecie tutaj:

Egyptians do it better czyli dlaczego nie raz omal nie umarłam ze strachu

Egipt czyli życie jak w kalejdoskopie. Zapiski z fejsa

50 twarzy Egiptu czyli kolaż ciekawostek

Dahab – miejsce, które skradnie Ci serce

Od Nassera do Sadata. Czyli jak polityka lat 60 i 80 ukształtowała dzisiejszy Egipt?

Miasto śmieci. Czyli jak Zabbaleen oczyszczają Kair

4 myśli na temat “Kair po polsku czyli co przynosi podróż

  1. Jako dziecko wpatrzony w czarno biały telewizor gdy rzadko leciał program o innych światach, za żelazna kurtyną, jako absolwent Wyższej Szkoły Morskiej podróżujący po dosłownie całym świecie, nigdy nie chciałem zmieniać, zawsze poznać. Nie tylko obok piramid czy wieży Eiffla. Też w zapyzialych miejscach o których świat zapomniał. Byłem, zobaczyłem, czy poznałem? Pewnie nie! Ale nigdy nie przybywało nigdzie aby jak krzyżowej nieść moje wartości, aby gdzieś zakładać mój kalifat.
    Wszędzie gdzie byłem starałem się nie deptak miejscowych praw i zasad, nawet jeśli z nimi się nie zgadzam. I to roźni mnie od zaproszonych przez Merkel ☺

    Polubione przez 1 osoba

  2. Niedawno trafiłem na Twojego bloga. Masz świetne pióro i poruszasz nietuzinkowe tematy – a to dziś nie jest wcale takie oczywiste w blogosferze podróżniczej. Zostaję na dłużej!
    ps. A Kair to piękne miasto – bardzo niedoceniane przez turystów. Ale z drugiej strony, to właśnie dzięki temu nie ma tam wszechobecnej komercji…

    Polubienie

    1. Bardzo miło mi to słyszeć! Taki komentarz szczególnie podnosi na duchu, kiedy grono odbiorców rzadko się udziela i niewiadomo czy „niepopularny” temat do kogoś przemówił 🙂 I prawda, Kair to miasto, w które trzeba się wgryźć, żeby je trochę zrozumieć. P.S Widzę, że piszesz reportaże z Afryki i Azji, chętnie poczytam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s