2017 – byłeś dla mnie dobry. Podsumowanie roku.

2017. Rok, który faktycznie dał mi odczuć co tak właściwie oznacza wkroczenie w dorosłość. Rok, w którym starałam się rozwikłać dorosłe rozterki i odnaleźć się w rzeczywistości, gdzie każda decyzja pociąga konkretne konsekwencje. Wreszcie rok, który stawiał konkretne wymagania i wymuszał zdecydowane posunięcia.

Gdyby ktoś poprosił mnie o określenie jednym słowem tego jaki był mijający rok, odpowiedziałabym: wymagającym. Koniec studiów, przeprowadzki, koniec długotrwałych relacji, nowa praca. Ten rok był rokiem początków na wielu polach życiowych. Wkroczyłam w niego z dużą dozą ciekawości, która często towarzyszy mi przy przełomowych momentach, ale stopniowo przeradzała się ona w niepokój. Bo szukanie pracy zajęło więcej czasu niż bym się tego spodziewała, bo wreszcie sama praca nie wydawała się tym czym chciałabym się zajmować nacodzień, bo rozpad pewnych znajomości zebrał swoje żniwo, bo wreszcie bliskość tych, na których mi zależało była ograniczona. To jaki był w końcu ten rok? Czego się nauczyłam? Chodźcie!

1. Nie każdej przyjaźni jest dane trwać całe życie. Prawda jest taka, że na każdym etapie naszego życia towarzyszą nam inni ludzie, ponieważ to my samy się zmieniamy, ewoluują nasze potrzeby, krystalizuje się charakter i bardzo rzadko jedna osoba jest w stanie zaspokoić nasze potrzeby w całej rozciągłości naszego życia. Dlatego nie napędzaj na siłę pewnych znajomości, jeśli się coś wykoleiło, nie biegnie naturalnym torem to po co sztucznie podtrzymywać to przy życiu? Zauważaj ludzi, którzy wkładają wysiłek w to, żeby w Twoim życiu zostać. Niekiedy osoby te mogą Cię bardzo zaskoczyć. Trzeba docenić relacje, które budują, motywują, dają wartość dodaną, a nie tylko zabierają energię i pozostawiają niesmak do życia.

2. Najlepszym sposobem na zahartowanie charakteru i samorozwój jest spojrzenie prosto w oczy Twojemu lękowi. Mimo tego, że cenię sobie czas spędzony w swoim towarzystwie to jednak nie jestem typem samotnika. Lubię dobrą energię, wspólne przeżywanie doświadczeń, budujące rozmowy, ciepło, śmiech, poczucie przynależności. W tym roku było mi dane zaczynać „od nowa” dwa razy, w dwóch różnych miejscach bez bezpiecznej przystanii w postaci przyjaciół, rodziny, znanych zakątków. I przyznam, że na początku było to całkiem ekscytujące, bo jest we mnie coś z odkrywcy, ale równocześnie wymusiło to na mnie pewną konfrontację z samotnością. Coś co uchodzi za temat tabu, przestrzeń, która jest powodem do wstydu, bo wypada ją wypełnić pełnym kalendarzem zajęć, spotkań. A jednak jest to przestrzeń, którą każdy z nas powinien pielęgnować i doceniać. Bo tylko w tej ciszy i burzy myśli jesteśmy w stanie wsłuchać się w siebie i wyjść z tego całkiem odmienioną osobą. Zdecydowanie silniejszą i bardziej świadomą swoich potrzeb i oczekiwań.

3. Miłość przychodzi znienacka i często nieproszona. Jest jakaś magiczna zależność w tym, że im bardziej się zapieramy, że czegoś definitywnie nie chcemy to bach! spada nam prosto z nieba. I jeszcze przychodzi w bardzo zaowalowanej postaci, zupełnie nieoczywistej, ale bardzo pociągającej. I jest pięknie, jest porozumienie umysłów, harmonia, bliskość. Ale nasze czasy nie służą miłości. Bo się wmawia nam, że ją też się konsumuje szybko, bezrefleksyjnie, z minimalnym wysiłkiem, aż do kolejnego smaczniejszego kąska. Prawda jest taka, że miłość to wspólna praca, czas, cierpliwość, dawanie sobie przestrzeni na własne marzenia i plany. Ja nauczyłam się jednego: prawdziwa miłość nie powinna Ci dawać poczucia, że musisz dla niej rezygnować z siebie, że jeśli kurczowo nie będziesz się jej trzymać to Ci ucieknie. Nie! Miłość cierpliwie poczeka i nieważne jak daleko od Ciebie będzie, zawsze będzie Twoim domem, do którego lubisz wracać.

4. Nic nie muszę! Ot, prosta refleksja, ale jak trudno ją wdrożyć w życie. Nie raz czułam się jak chomik biegający w kołowrotku, który skrupulatnie odhacza codzienne powinności. Siłownia nudna jak flaki w oleju? A kto za Ciebie utrzyma formę! Spotkanie z ludźmi, którzy  swoją osobowością uśpiliby nawet najbardziej zaangażowanego ekstrawertyka? No przecież trzeba podtrzymywać jakieś objawy życia towarzyskiego! Trzymanie języka za zębami w pracy kiedy ma się ochotę głośno wykrzyczeć swoje racje? Przecież można więcej stracić niż zyskać. Wiecie co? To wszystko jest po prostu cholernie męczące i to co pozostawia po sobie to nazywa się FRUSTRACJĄ. Że realizujemy scenariusz, który nie jest zwyczajnie dla nas, a wszystko po to, żeby przemknąć jakoś niezauważenie w społeczeństwie twarzy bez wyrazu i grama życia w sobie. Jak dobrze pozwolić sobie na zdrowy egoizm i zamiast się rzucić w wir aktywności, które mają na celu zaspokojenie oczekiwań innych, pomyśleć o swojej wygodzie i komforcie psychicznym.  Opanowanie tego jest prawdziwą sztuką, ale pozwala dać upust ciśnieniu.

5. Nie każdy zrozumie Twoje decyzje, ale wystarczy, że Ty będziesz w nie głęboko wierzyć. Jestem typem osoby, która zawsze chodzi swoimi drogami i podąża za swoją intuicją. Często jednak (dla własnego komfortu)  brnęłam w głupi nawyk – za wszelką ceną chciałam przekonać innych do swoich wizji, udowodnić, że to co robię ma głębszy sens i jest jedynie słusznym posunięciem w moim przypadku. W rezultacie kończyło się to bardziej tłumaczeniem jakby w zakłopotaniu na przysłowiowym dywaniku i poczuciem winy. Tylko z czego tak naprawdę wynikającym? Prawda jest taka, że inni też mają swój światopogląd, któremu są wierni. Że często inni nie pozwalają Ci iść do przodu, żeby nie stracić alibi na swoje pasywne podejście. Nauczyłam się jednego – to co się liczy to pozostanie wiernym sobie na przekór tego co mówią inni lub pokazuje rzeczywistość.

6. „Jeśli masz dość walki o swoje marzenie, naucz się odpoczywać zamiast poddawać.”.  Nieważne jak długa i kręta jest droga prowadząca do celu. Wszystko zamyka się w jednym zdaniu: nie rezygnuj. Często  okoliczności ograniczają pole manewru, życiowy szach mat nie jest wcale na wyciągnięcie ręki, ale to co może pomóc to metoda pół kroków. Rozłożenie sobie celu na etapy, małe kroczki i posunięcia. Pozorne zboczenie z trasy może zaopatrzyć Cię w umiejętność, która w jakimś stopniu pomoże Ci w realizowaniu Twojego celu. Uważam, że żadne doświadczenie nie jest czasem straconym jeśli umiesz wyciągać odpowiednie wnioski.

A Wy macie jakieś refleksje? Czy jest coś co chcielibyście zmienić, gdyby tylko dało się cofnąć czas?

pexels-photo-164682

5 myśli na temat “2017 – byłeś dla mnie dobry. Podsumowanie roku.

  1. Jesteś pełnowartościowym Człowiekiem i głowę masz już trochę wyschnietą. 😊
    Ale dobrze że nie całkiem☺, nie dopuścić aby ktoś Ci ją wyruszył zbyt mocno!
    Co do Twoich refleksji to zgadzam się z wieloma, a jeśli z czymś nie do końca to raczej kwestia czasów niż czegoś innego.
    Co do Miłości to tu jest chyba trochę inaczej, dla niej rzeczywiście nic nie musisz, dla niej CHCESZ.
    Co do innych spraw- warto podążać za swymi przekonaniami , nie za ludźmi ale na nich nigdy nie zamykać oczu.
    Pozdrawiam Zbyszek ☺

    Polubienie

  2. Dziś składam moje skromne życzenia dla wszystkich,z którymi czasem wymieniam poglądy.
    Jesteś dla mnie pewna tajemnicą ale bez wielkiego ryzyka mogę i chce życzyć Ci pewnej stabilizacji z jednej strony oraz tego abysxniezagubila gdzieś chęci do szukania!
    I oczywiście uśmiechu, z nim wszystkie jesteście Miss świata!
    Zbyszek ☺

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo miło mi to słyszeć 🙂 wymiana myśli i dyskusje gimnastykują głowę, więc przyjemność leży też po mojej stronie. Oby nigdy nie zabrakło chęci do podważania statusu quo i wydeptywania własnej ścieżki! Wesołych Świąt 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s