#Pchli targ: Dojrzałość okiem Millenialsów

Żyjemy w naprawdę kuriozalnych czasach.

Wystarczy tylko porównać nas, dwudziestoparolatków do pokolenia naszych rodziców.  Zbliżając się coraz bardziej do 30-stki biło się na alarm, żeby się ustatkować, stanąć w kolejce po M4 i prowadzić spokojne, możliwie najmniej problematyczne życie. I prawda, w czasach komuny możliwości było dużo mniej, więc nikomu się nawet nie śniło snuć marzeń o wyjściu ze schematu.  Ale pozornie życie wydawało się wtedy dosyć proste.

A teraz?

Opcji jest nieskończona masa. Mimo tego, że dalej niektóre grupy starają się nam wmówić jak żyć, nie wydaje się to być już tak zobowiązujące, bo mamy WYBÓR. Żonglujemy możliwościami i układamy je w różnych konfiguracjach jak w kostce Rubika. Dlatego nie dziwi fakt, że w wieku 26 lat możemy spotkać się z dwoma grupami – tych, którzy dawno już uwili swoje gniazdo rodzinne, mają dzieci i borykają się z problemami typu czy szczepić swoje dzieci, gdzie wysłać do przedszkola itp oraz tych, którzy dalej zmagają się z tak zwaną dojrzałością, próbują ją okiełznać lub wręcz przeciwnie – starają się uciec prezd nią ile sił w nogach.

Czytaj dalej „#Pchli targ: Dojrzałość okiem Millenialsów”

#Do poduszki: O lęku i potworach z szafy

„Wszystko czego pragniesz, znajduje się po drugiej stronie strachu.”

Jack Canfield

Czego najbardziej się obawiasz? Co powoduje paraliż na samą myśl zrobienia tego? Sama projekcja realizacji przyśpiesza puls i bicie serca? Boję się. Obawiam. Nie mogę.

Jak często zdarza się nam pielęgnować obawy, które zaczynają się w bardzo niewinny sposób? Bo ktoś kiedyś podciął nam skrzydła, skrytykował, ośmieszył. Bo sami porwaliśmy się z motyką na słońce i polegliśmy sromotnie. Niewinna obawa, cegiełka po cegiełce urosła do poziomu grubego muru, który trudno jest nam teraz przeskoczyć. Bo coś jest poza kontrolą, ogranicza i sprawia, że czujemy się bezbronni.

Wiesz co? Bullshit.

Czytaj dalej „#Do poduszki: O lęku i potworach z szafy”

#Nie lubię poniedziałku: Magia nowości

To upajające uczucie nowości. Przygody, która czai się tuż za rogiem. Miliona możliwych scenariuszy. Nowych znajomości, przeżyć, wyzwań. Carte blanche. Jedni mogą to określić jako pęd do życia, wręcz brawurę w spirali powtarzalnych zdarzeń, drudzy wręcz przeciwnie ostrzegają – wolność działa jak narkotyk. Coraz więcej spośród nas decyduje się na życie z doskoku, zawsze z możliwością obrócenia się na pięcie i zawrócenia z drogi. Łapiemy wiatr w żagle i czekamy na sprzyjające prądy. Żądza zmian, adrenaliny nie ustaje, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czy kiedyś nam to mija? Czy w końcu czujemy wewnętrzny spokój, pozwalamy sobie na chwilę oddechu?

Zasadniczym wydaje się pytanie czy faktycznie robimy to z racji własnych przekonań czy wpadamy w pułapkę projektowania miraży swojego życia. Nie wystarczy, że stopniowo stajemy się lepszą wersją siebie, pokonujemy baby steps w samorozwoju, ale jednak kroki do przodu. Zawsze do głosu dojdzie Ego. Potrzeba afirmacji kogoś obok. Że jesteśmy lepsi, faktycznie dajemy radę lub wręcz ociekamy zajebistością.

Wszystko fajnie, ale czy przypadkiem nie spłyciliśmy sobie kolejnej płaszczyzny żyiowej, gdzie wyścig o bardziej oryginalne doświadczenia, przygody, historie zamienił się w konkurencję Pokemon Go. Kto da więcej, kto komu bardziej zaimponuje, udowodni jak wiele przeżył. I to z dowodami rzeczowymi: codzienny, nieprzerwany feed, byle na bieżąco dokumentować i kolekcjonować przeżycia. Robimy ze swojego życia muzeum, wystawkę dla innych, można podziwiać, można hejtować, byle oglądać.

Jak długo tak naprawdę pozwalamy sobie cieszyć się momentem, który przeżywamy? Zanim rozproszy nas wybieranie filtru do kadru, rozpaczliwe, nieudane próby kolejnego selfiaka.

Bądźmy wdzięczni. Celebrujmy chwilę, kosztujmy przygody dla nas samych. Bo w pędzie za dokumentowaniem każdej najmniejszego detalu zgubimy sens i głębię doświadczenia.

Pozwólmy momentum trwać.

Bez odbioru.