#Nie lubię poniedziałku: Żyć jak cyfrowy nomada

Cyfrowy nomadyzm, często nazywany naturalną drogą ewolucji tele pracy to styl życia, który uwalnia od przywiązania do konkretnego miejsca. Daje możliwość częstych podróży i pracy zdalnej z każdego miejsca na Ziemii. Niegdyś postrzegany jako egzotyczny i niedostępny, obecnie przeżywa prawdziwy rozkwit. Czy jest szansa, że załapie się do mainstreamu?

Powiew bryzy. Szum morza. Prawa ręka sięga po napój kokosowy, a lewa zamaszyście operuje myszką kończąc projekt. Cyfrowy nomada to trend, który ostatnimi czasy skradł serca pokoleniu lat 80′ i 90′. Powszechność i przystępne ceny podróżowania, rosnąca liczba zawodów związanych z technologią umożliwiających pracę zdalną oraz chęć uzyskania większej elastyczności i niezależności w pracy doprowadziło do rozpowszechnienia tego trendu.

Przewiduje się, że do 2035r. ruch freelancerów, przedsiębiorców i tkz. wolnych strzelców tworzących grupę cyfrowych nomadów osiągnie 1 miliard. Intrygujące? Nie mógł tego dokładnie przewidzieć nawet Clayton Christensen, który w 1995r. wprowadził pojęcie innowacji zakłócających (od ang. disruptive innovation) – unowocześnień, usprawnień kierowanych do dotąd niezagospodarowanego i zaniedbanego rynku pozornie mało opłacalnego dla dużych graczy. Mowa tutaj o niszach biznesowych, które z chęcią i z powodzeniem wykorzystują startupy czy freelancerzy. To właśnie oni coraz częściej zdobywają rynek rzucając rękawicę tradycyjnym systemom realizowania biznesu.

Jak to się dzieje, że coraz częściej puszczamy mimo uszu rady czy wręcz błagania przeszłego pokolenia wyznającego kult pracy o tym, że to studia, etat i kredyt składają się na esencję naszej egzystencji i zadowolenia z siebie? Skąd bierze się u nas to uczucie zdegustowania, gdy na samą myśl o pracy w boksie biurowym w trybie 9-17 robi nam się niedobrze, a perspektywa ciułania przez kilka lat, żeby spłacić kredyt wydaje się złem nie-koniecznym?

Może chodzi o to, że urodziliśmy się w czasach, gdzie formalne granice pomiędzy krajami, odmiennymi kulturami są czymś tak umownym, że prawie nieodczuwalnym. I dlatego przynależność do pewnych norm społecznych nie jest już czymś co w znaczny sposób kieruje naszymi wyborami życiowymi. A szczególnie dotyczącymi tego na jaki styl życia się decydujemy. Bo my młodzi, niepokorni dobrze już wiemy, że nowy samochód czy mieszkanie nie zastąpią nam widoku zorzy polarnej czy pocztówkowej panoramy świątyni Angkor Wat w deszczu. Stajemy się bardziej zachłanni w kolekcjonowaniu doświadczeń. Domagamy się życia, które da nam radość przeżywania inspirujących momentów, pięknych widoków, nowych perspektyw na życie. Dwutygodniowy urlop w roli turysty, który służy często jako efekt placebo dla codzienniej pracy przestaje satysfakcjonować. Bo jak bardzo można chłonąć w pełni piękno nowego miejsca opalając się na brzegu basenu? Można co najwyżej zachłysnąć się kolejnym drinkiem na znieczulenie, że oto właśnie niebawem koniec urlopu.

Bycie panem własnego losu. Wpływ na to jak intensywnie, kiedy i przede wszystkim gdzie oddajemy się pracy nabiera nowego znaczenia. I nawet, gdy dobrobyt wzrasta, a czas na życie przerażająco się kurczy, podskórnie czujemy, że egzystujemy gdzieś obok „życia”, grając drugoplanową rolę. Co więcej, nawet ekonomia przemawia za nami – powszechnie wiadomo, że ta jędza, krzywa podaży pracy zawraca, gdy po przekroczeniu pewnego poziomu nakładu pracy wzrost hajsu nie powoduje już podkręcenia motorka, a wręcz odwrotnie to czas wolny staje się cenniejszy.

Wracając do zagubionego wątku. Przewiduje się, że do 2035r. ruch freelancerów, przedsiębiorców i tkz. wolnych strzelców tworzących grupę cyfrowych nomadów osiągnie 1 miliard. Czy to oznacza, że czeka nas całkowite przeformułowanie systemów społecznych, powstanie jak grzybów po deszczu jednoosobowych firm bez szefa, nowych form rozliczania podatków z państwem i zmian w systemie opieki zdrowotnej?

Jedno jest pewne. Żyjemy coraz bardziej świadomie i coraz częściej stajemy się kowalami własnego losu robiąc to co naprawdę nas rozwija i pozwala smakować życie.

Jednak na którąkolwiek z dróg się zdecydujecie, życzę Wam, żebyście wybrali to co intuicyjnie jest po prostu „wasze”. Nie ma nic gorszego niż dać się uwikłać w scenariusz życia, który napisał nam ktoś inny. A tymczasem: niech żyje Wolność!

pexels-photo-320007

Jedna myśl na temat “#Nie lubię poniedziałku: Żyć jak cyfrowy nomada

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s