Ale czy Ty się nie boisz? Słowo o podróżach

Nieustannie słyszę jedno i to samo pytanie powtarzane jak mantra. Ale czy Ty się zwyczajnie nie boisz? W dobie zamieszek, niepokojów politycznych, terroryzmu – po co pchasz się w epicentrum tego wszystkiego? (głównie mowa o Turcji czy Egipcie). Więc moja odpowiedź nie powinna Cię zaskoczyć, gdy powiem: „Tak, cholernie się boję”. Ale czy jest to mnie w stanie odwieść od podróży w te miejsca? Nie!

Najpierw chciałabym skierować się do tych rozsądnych. Czy jesteś w stanie teraz faktycznie ustalić miejsce na świecie, które jest pozbawione nawet najmniejszego ryzyka i wolne od terroryzmu? Jeśli powiesz, że tak to jest to śmiała deklaracja i masz zapędy na hazardzistę. Bo skoro nawet w Europie doświadczyliśmy tyle okropności (patrz Francja czy Niemcy) to chyba nigdzie nie możesz z czystym sumieniem stwierdzić, że wygrałeś monopol na bezpieczeństwo. Więc kierując się tym logicznym rozumowaniem stwierdzam, że owszem może istnieje różne prawdopodobieństwo wystąpienia niebezpieczeństwa w poszczególnych krajach, ale to co decyduje o tym czy uda Ci się go uniknąć chyba już wykracza poza czysto matematyczną kalkulację. Tak! Trzeba mieć farta, żeby akurat nie trafić w to pechowe miejsce w tym niefortunnym czasie.

Więc jak to przewidzieć? Można śledzić najnowsze doniesienia skreślając kolejne potencjalne miejsca na wakacje. Lub powierzyć sprawę siłom wyższym i szukać wstawiennictwa u św. Krzysztofa. Ale wiecie co?

Każdy z nas żyje tylko raz. Obsesyjne planowanie przyszłości lub unikanie miejsc, pracy, ludzi, którzy mają w sobie element ryzyka nie zdaje się na wiele. Bo co jeśli będąc owinięty w ten kokon bezpieczeństwa i poruszając się po orbicie strefy komfortu spadnie Ci na głowę żyrandol we śnie lub potrąci Cię samochód lub zdiagnozują u Ciebie raka? Tak się po prostu żyć nie da! W ciągłym strachu przed tym co może nadejść lub nas zaskoczyć. Owszem trzeba kierować się przynajmniej fundamentalnymi zasadami rozsądku i ufać swoim instynktom, ale nie dajmy się zwariować.

Bo jeśli o mnie mowa to nic nie zastąpi mi tego przypływu adrenaliny i endorfin, gdy planuję kolejną podróż. Lub gdy coś faktycznie idzie nie tak i muszę się zmierzyć z nową sytuacją. Uczę się wtedy siebie od nowa, dowiaduję nowych rzeczy o swoich możliwościach i ograniczeniach. Lub gdy spotykam ludzi, których życzliwość i przyjazne nastawienie  nie raz mnie zaskakuje. W większości przypadków spodziewam się dobrego po ludziach i chyba faktycznie potem takich ludzi przyciagam do siebie w pierwszej kolejności (chociaż nieprzyjemnych spotkań też nie da się uniknąć). Gdy czuję, że każda wyprawa wyposaża mnie w taki zapas wiedzy o danym miejscu, której nigdy bym nie przyswoiła czytając książki czy śledząc często stronnicze media.

Podróż to dla mnie nie tylko przemieszczanie się z miejsca do miejsca, ale przede wszystkim pełnowymiarowa szkoła, która pozwala mi lepiej poznać świat oraz rządzące nim mechanizmy i na tej podstawie wyrobić sobie bardziej wymierne zdanie na temat wielu bieżących spraw. Ale przede wszystkim jest to coś co pozwala mi budować piękne wspomnienia: niesamowitych miejsc, smaków i znajomości, które nie raz zamieniają się w piękne przyjaźnie. Podróż to dla mnie definicja szczęścia.

Ale nie każdy musi być takim zapaleńcem podróżniczym jak ja. Bo mowa tu o podejmowaniu ryzyka, podążaniu za swoim często trudnym marzeniem. Wystarczy jak zastąpisz słowo podróż: przeprowadzką do innego miasta, wyjazdem służbowym za granicę, skokiem ze spadochronu, budowaniem życia od nowa, daniu komuś szansy w miłości, [miejsce na Twoje wyzwanie].

Czy jesteś gotowy oswoić się z ryzykiem i sięgnąć po swoje marzenie? Wybór należy do Ciebie!

pexels-photo-196666

20 myśli na temat “Ale czy Ty się nie boisz? Słowo o podróżach

  1. Też wychodzę z takiego założenia…nie znasz dnia ani godziny. Jedni wylądują samolotem na rzece Hudson i będą żyć, a inni zakrztuszą się ciasteczkiem do kawy i umrą. Nie da się zaplanować życia i ubezpieczyć na każdą ewentualność. Trochę ostrożności nie zawadzi (to jak z jazdą 200km/h po terenie zabudowanym), ale marzenia są po to by je realizować-„odkładane marzenia to już nie są marzenia”. Pamiętasz taki starszy już film”Miasto Aniołów”(?)…. pod koniec główny bohater wypowiada takie słowa: „Wolałbym choć raz powąchać jej włosy. Pocałować usta. Dotknąć dłoni. Niż zaznać wieczności bez tego”…i tak jest z podróżami i marzeniami, to one sprawiają, że życie ma smaczek. Można jeszcze rozwinąć ten wątek o odwieczne być czy mieć…podróże, nawet te małe sprawiają, że jesteśmy, że doświadczamy, mamy wspomnienia:) Świetny post jak zwykle:)

    Polubione przez 1 osoba

  2. wydaje mi się że w dzisiejszych czasach ludzie są o wiele bardziej skłonni skoczyć ze spadochronem albo na bungee niż zaangażować się w miłość…
    dlaczego? otóż zaangażowanie się w związek wydaje im się o wiele większym niebezpieczeństwem! ja tego w ogóle nie rozumiem, gdyż:
    a) moim zdaniem dobre związki są niezbędne do życia a skoki na bungee nie
    b) skoki takie są niebezpieczne dla zdrowia a związki wręcz przeciwnie
    ale jestem otwarta na dyskusję.
    więc zwolennicy skoków chętnie posłucham Waszego punktu widzenia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się, że ludzie często dryfują na powierzchni jeśli chodzi o zaangażowanie emocjonalne w związku i uciekają od głębi, bo boją się zranienia, ale to kwestia chyba już wieku, mądrości życiowej i spotkania tej właściwej osoby. Co do ustawienia priorytetów dotyczących tego co w życiu finalnie ma największą wartość to zostawiam każdemu prawo do decyzji czy to miłość czy spełnianie swoich marzeń jest kwestią nadrzędną. Ja jestem raczej zwolenniczką skoków (ale niekoniecznie w dosłownym sensie, chodzi o szukanie nowych wyzwań i przygód), a w miłości stawiam na partnerstwo i dojrzałość – jeśli tej drugiej osobie na Tobie zależy to będzie Cię wspierać w każdym marzeniu i pozwoli Ci za nim podążyć. Dlatego uważam, że miłość i marzenie nie muszą się wykluczać. Więc chyba warto dobrze dobierać sobie partnera życiowego kierując się tym co dla CIebie istotne 🙂

      Polubienie

  3. Te-te-te, proszę się tego-ten of św Krzysztofa!

    Co do żyrandola zabójcy, wystarczy niemieć łóżka na środku pokoju 😀

    Podejmowanie ryzyka jest dobre, zwłaszcza gdy robimy to w sposób rozsądny. „Rozsądne ryzyko”? Co ja plotę? Chodzi mi o niwelowanie szansy niepowodzenia.

    Miłego! Niech ryzyko się opłaci 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Co do żyrandola – zasadna uwaga 😀 Ale zauważ, że to jest właśnie nasz mechanizm obronny – im większe wyzwanie, im bardziej czegoś chcemy, ale w takiej samej proporcji się tego boimy to zawsze wykazujemy się niezwykłą kreatywnością w budowaniu argumentów na NIE 🙂

      Intuicja i umiarkowany poziom rozsądku nie zaszkodzi, racja. WIęc dzisiaj pijemy za ryzyko! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Sugerujesz, że jak spotkam atrakcyjną kobietę, która podczas rozmowy ze mną, będzie patrzyła na mnie jak amator ostrych przypraw widzący papryczkę piri piri, to w mojej głowie pojawi się… yyy… „NIE”. Takie, krótkie i stanowcze? Takie „nigdy więcej, nie patrz na mnie, takim wzrokiem”?

        Coś w tym jest 😀

        Polubione przez 1 osoba

  4. Przypuszczam, że wtedy będzie Ci zależało podwójnie, żeby dobrze wypaść, a głos z tyłu głowy będzie Ci podpowiadać, że cienki z Ciebie Bolek. Więc pytanie czy wpadniesz w popłoch czy weźmiesz sprawy w swoje ręce 😀

    Polubienie

    1. Zawsze to robię. Niestety, mam tylko dwie… z resztą, podobnie jak kobiety… więc, jak już sobie tak wymyślamy nieistniejące sytuacje, to fajnie by było, gdyby ona również nie pozostawała bierna.

      …a doświadczenia mam raczej nienapawające optymizmem 😉

      Polubione przez 1 osoba

      1. „Zawsze masz tylko dwie” – o czym tu mowa, bo czuję się lost in translation? 😀 Co do doświadczeń nienapawających optymizmem, po co się tak spinać? Jak pojawi się ktoś naprawdę ciekawy to wszystko przychodzi raczej bez wysiłku. Ja znowu mam takie doświadczenia 😀

        Co do głosu z tyłu głowy – tylko pozazdrościć. Chociaż w przypadku tygrysa to trzeba pilnować, żeby przypadkiem się nie zagalopował w biegu 😀

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s