Jak pełną wersją siebie jesteś? Studium przypadku

„Wanting to be someone else is a waste of who you are” Kurt Cobain

Nie raz zastanawiałam się co by było gdyby. Gdybym urodziła się w innym kraju, w innej rodzinie, w innym czasie. Kim bym wtedy była? Lub gdybym lekko zmodyfikowała pewne przeszłe wydarzenia to czy może poprawiłabym sobie przyszłość ? Czy na pewno dalej byłabym sobą? No właśnie czyli tak naprawdę Kim? Co składa się na to to kim jesteś?

Jak często staramy się być wszystkim byle nie sobą. Stawiamy sobie mordercze warunki do spełnienia, żeby tą swoją obróbkę zakończyć pomyślnie i w końcu stać się tym kimś kto zasługuje na nasze uznanie, a przede wszystkim innych wokół. Ale czy nie jest to jakieś błędne koło – w tej dzikiej gonitwie za jakimś pseudo-ideałem siebie, domniemanej lepszej wersji siebie, dopuszczamy się największej zbrodni z możliwych – marnujemy potencjał, który dawno w sobie już mamy? Potencjał osoby, którą dawno już się stałeś, której fundamenty dawno zostały już położone, a przeszłe doświadczenia zostawiły wyraźnie zaznaczone rysy na charakterze?

No ale może gdybym zmodyfikowała tą sytuację, nigdy nie poznała tej osoby, miała bardziej szczęśliwe dzieciństwo, studiowała coś innego to wtedy… No właśnie co wtedy? Kim byś wtedy był/-a? Po co marnować czas na mentalne wycieczki w przeszłość skoro udało Ci się dojść już tutaj – to co przeżyłeś/-aś stało się Twoim budulcem, starannie dołożoną cegiełką do projektu zwanym TY, nad którym prace są dalej w toku, ale kamienie milowe zostały przekroczone i skrystalizowało się to wszystko w bardziej wyraźną postać. Ciebie.

To co wydaje się tak oczywiste, a jak często nieuświadamiane to wypracowanie w sobie akceptacji tego kim aktualnie jesteś. Bo zasługujesz na to, żeby wybaczyć sobie te niedociągnięcia, to czego się wstydzisz czy uważasz za swoją słabość, bo  może właśnie jest to Twoją siłą. To jest jedna z najbardziej fundamentalnych potrzeb człowieka, która powinna znaleźć się w pyramidzie potrzeb Maslowa – akceptacja siebie i życie w zgodzie ze sobą. Bo jest to coś co rzutuje też na inne obszary Twojego życia: tego jak konstruujesz swoje życie zawodowe i pojęcie sukcesu (tego czy jest to sukces skrojony na Twoją miarę czy coś co uważasz, że jest definicją sukcesu w oczach innych) czy tego jak budujesz związki z innymi – jedyną drogą, żeby zbudować trwałą relację czy to przyjaźń czy miłość jest gotowość dawania (nie hajs! 😉 ). A żeby być w stanie komuś coś ofiarować to musisz siebie najpierw pokochać i żyć w harmonii ze sobą. Zbyt często jesteśmy zachłanni i w swojej postawie materialistyczni nawet w tak kruchej strukturze jak relacje z innymi – ba! rościmy sobie prawo do tego, żeby brać, zagarniać garściami tą miłość, wsparcie czy poczucie akceptacji drugiej osoby. A co w sytuacji, gdy dwie osoby są tymi żebrakami emocjonalnymi? Czy zacznie się licytacja i poczucie żalu: dlaczego nie dałeś/-aś mi tego na co zasługuję? A ja się pytam: dlaczego Ty sobie tego nie dałeś/-aś? Dlaczego jesteś taki skąpy względem siebie? Wybacz sobie to kim jesteś jeśli tak desperacko szukasz zapewnienia u innych, że jesteś ważny i coś znaczysz.

pexels-photo

Bo znaczysz wiele. Jak tylko sobie to uświadomisz to w końcu będzie Ci się żyło dużo lżej. O cały ciężar wszelkich pretensji względem siebie i ciągłego niezadowolenia. Gdy ta walka z wiatrakami dobiegnie końca, w końcu nabierzesz głęboko powietrza i odetchniesz. Bo wreszcie stanie się jasne jak słońce fakt, że jesteś dokładnie tym kim miałeś być. Kimś kto ma do wypełnienia w życiu swoją Legendę.

6 myśli na temat “Jak pełną wersją siebie jesteś? Studium przypadku

  1. Gonitwa za lepszym ja przypomina mi pogoń za własnym cieniem. Wystarczy najpierw stanąć, a potem pójść w drugą stronę, aby przekonać się, że to cień jest do nas przypisany, a nie my do niego.
    I ZAWSZE fajniej jest dawać niż brać. Przy dawaniu, cieszą się dwie osoby, przy braniu jedna.
    Ale co ja tam wiem, stary kudłacz ze mnie. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Z tym tworzeniem lepszej wersji siebie, by przypodobać się innym, to strasznie śmieszna sprawa. I tak, jest to błędne koło. Bo budując lepszą wersję, kierujemy się zasadami i tym co podoba się nam. Nie będziemy bić plądrować i gwałcić, jeżeli wewnętrznie nie tolerujemy przemocy. Nie będziemy cytować Prousta, jeżeli nie lubimy literatury i nikt w nas nie wzbudził zamiłowania do niej. Dlatego zawsze będziemy starali się robić lepiej tylko to, co wzbudza podziw w naszych oczach. Niektórym ludziom potrafi zaimponować to, że jest się sprytnym konspiratorem, który tylko szuka okazji by wychujać ludzi dookoła. Takiemu nie zaimponujesz, do puki jego nie wychujasz.

    Podobnie jest ze związkami. Staramy się dla drugiej osoby robić to, co sami chcielibyśmy od niej otrzymać. Staramy się być lepszą wersją siebie, a ktoś nie zauważa różnicy, bo codziennie podany obiad, odbieranie dziecko ze szkoły, czy każda inna forma przyjęcia na siebie obowiązków nie jest tym co druga osoba docenia.

    Są dwie formy zwrócenia na siebie uwagi innych osób i wzbudzenie respektu.

    Miłować lub wzbudzać strach.

    To drugie jest łatwiejsze, a tym samym chyba skuteczniejsze.

    PS.
    Ale się rozpisuję, zaraz nie będę miał o czym wspominać u siebie 😛

    Polubione przez 1 osoba

    1. Przedstawiłeś trochę inny punkt widzenia, a mi bardziej chodziło o gonitwę za wersją siebie, która faktycznie ma największe szanse powodzenia na rynku pracy czy w miłości, a jest Ci zupełnie obca. Przykładowo świetnie piszesz i zaczytujesz się w literaturze, ale po nocach grzmocisz ćwiczenia z excela i uczyć się budować makra, bo to właśnie robisz w korpo. Czy będąc kobietą mimo sukcesu zawodowego społeczeństwo Ci wmawia, że nie jesteś pełnowartościową kobietą spełnioną, bo nie zdobyłaś jeszcze tytułu Żony czy Matki, więc odkładasz marzenia na drugi plan, kadrujesz się tak, żeby w jak największym stopniu przypominać laskę z Instagrama czy panią z telewizji śniadaniowej i bierzesz kogo się nawinie. Żeby się wpasować w te ramy i definicję osiągnięcia sukcesu na tle prywatnym.

      Ciekawie podsumowałeś kwestię związków – to jest faktycznie taka trochę ironia losu, gdy dwie osoby mierzą szczęście drugiej osoby swoją miarą i dają sobie wzajemnie coś co i tak nie zostanie docenione przez drugą osobę, bo ona zwyczajnie nie postrzega tego jako wartości samej w sobie. Taki chichot losu. Kluczem jest albo dobrze komunikować swoje potrzeby albo po prostu lepiej dobierać sobie partnera.

      A nawiasem mówiąc, po co uciekać się do przemocy i wzbudzać strach skoro istnieje tak idealne narzędzie jak sarkazm i inteligentne poczucie humoru? Nie ma niczego co bardziej zaboli jak wytknięcie głupiemu jego głupoty. O ile to do niego dotrze, a to już osobna kwestia 😀

      P.S Nie martw się, myślę, że Tobie akurat brak weny nie zagraża 😀

      Polubienie

  3. Hmmm… Z jednej strony- tak, na bardzo prostym poziomie, ale z drugiej strony patrząc na tę wypowiedź z punktu widzenia psychologicznego: na prawdę sądzisz że ci którzy tak robią mogą przestać po przeczytaniu jednego wpisu? Są ludzie którzy latami przechodzą bardzo ciężkie zmagania ze sobą żeby móc zauważyć że to co robią ich niszczy. Z drugiej strony, czasem to co niszczy na pierwszy rzut oka, tak na prawdę jest próbą ratowania się przed pustką i to z nią trzeba sobie poradzić a nie z jej objawami. Zazwyczaj potrzeba do tego dobrej terapii. Tego nie da się zmieniać od tak. Jedni zapychają dziurę w sercu pracą, inni pieniędzmi, inni podróżami a jeszcze inni poświęceniem się dla rodziny, czy religią. Mówienie że da się to zmienić od tak, że to jakieś błędy tych ludzi to duże niezrozumienie natury ludzkiej i praw rządzących psychiką. Może ten kto błaga o uwagę/miłość/bliskość nie jest w stanie nie błagać bo taki właśnie jest. I te cegielki o których piszesz takiego właśnie go stworzyły? Może przestanie od tak, ale wtedy dopadnie go to, przed czym chce się chronić żyjąc jak żyje. Więc podsumowując: fajnie, ale jeśli ktoś ma taki problemy to nie musi radzic sobie sam – trudno mu będzie o ile to wogole możliwe. Powinien poszukać pomocy specjalisty i poznać siebie prawdziwego łącznie z tym przed czym ucieka. Wtedy dopiero pracując nad sobą w profesjonalny sposób może stać się wolny. Oczywiście mym stkromnym zdaniem

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuje za komentarz, jest naprawdę dobrym uzupełnieniem wpisu. Oczywiście zgadzam się z Tobą, że istnieją sytuacje kiedy pomoc specjalisty jest niezbędna i wcale nie oznacza to, ze ktoś jest słaby lub gorszy z tego tytułu. Psychika człowieka jest nieodgadnioną i wrażliwą konstrukcją. Tak więc moim zamiarem była motywacja tych, którzy są w stanie walczyć sami, a ja absolutnie nie chce się wcielać w role psychologa, którym nie jestem 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s