Egipt czyli życie jak w kalejdoskopie. Zapiski z fejsa.

Przedszkole, dzieci w wieku 3-4 lata, dalej oswajają się z nową nauczycielką i tylko co niektóre potrafią zapamiętać moje imię, które w ich wydaniu i tak brzmi Baula. Pewnego dnia zakłopotany chłopiec długo wpatrując się we mnie prawdopodobnie starając się przypomnieć sobie jak się do mnie zwrócić woła: „Miss Madonna”. Made my day.

20161030_114429


Adaptacja – level hard. Rozmowa ze znajomym Egipcjaninem o przedłużeniu wizy.
Ja: Niedługo mija miesiąc, więc powinnam zacząć zbierać papiery do przedłużenia wizy. Jak się do tego zabrać?
On: Powiem Ci jedną rzecz całkiem szczerze. Cała ta bieganina jest całkiem bez sensu. Dlaczego? Bo czeka Cię wielka biurokratyczna maszyna, która zabierze mnóstwo Twojego czasu. Wiesz ile ludzi żyje tu bez wizy? Nikt Cię tu nie sprawdza, a nawet jeśli to powiedz, że niedługo wracasz do kraju i zapłacisz karę na lotnisku. Bo kosztuje Cię to niewiele więcej niż legalne przedłużanie wizy i nie ma większych konsekwencji. Egipska gospodarka potrzebuje Twoich pieniędzy i każdy przyjmie Cię tutaj z otwartymi ramionami. Wiem, że nie mieści się to w Twoim europejskim rozumieniu zasad porządku, ale my żyjemy tu bardziej intuicyjnie.

20161006_150313


Prawie półtora miesiąca pobytu w Kairze za mną. Gdybym miała opisać jedną rzecz , która nadaje rytm życiu tutaj to potrzeba dramatu i sensacji. Egipcjanie to ludzie o gorącym temperamencie nie zaprzatający sobie głowy poprawnością polityczną jeśli chodzi o rozwiązywanie konfliktów. Dramat wisi w powietrzu jak gęsty oblepiający smog: zaczynając od pyskówek słownych między pasażerami w autobusie (bo czasem wcisnąć się do środka graniczy z cudem) czy przeklinaniem pieszych, którzy często niemalże lądują na masce samochodu przechodząc przez ulicę bez cienia strachu. Każda drobnostka szybko eskaluje do ogromnych rozmiarów by w końcu zniknąć szybciej niż się pojawiła. Kolejna rzecz to tkz. egipski czas. Nie raz umawiając się na spotkanie i czekając na znajomego nie raz zasnęłam na kanapie, bo pół godziny rozciągało się do dwóch godzin. Jakikolwiek czas musi być co najmniej pomnożony razy pięć. I jest to rzecz najbardziej oczywista w świecie dla każdego. Tylko moja polska natura ciągle się opiera i wzbrania przed przyjęciem tej szalonej rzeczywistości. Ale coraz słabiej.

img-20160913-wa0019

Trudno to nazwać znajomością języka, ale udało mi się opanować kilka słów- kluczy po arabsku, żeby złapać jakąś nić porozumienia z dziećmi, które uczę i przy okazji stać się jakimkolwiek autorytetem (dotychczas ma tym polu raczej poleglam sromotnie skoro stałam się Miss Madonną-patrz post poniżej). Więc teraz kalecząc swoją hybryda językową wprowadzam dyscyplinę (lub tylko mi się tak wydaje). A słowa, które ratują mi życie to: la (nie), ajwa (tak), yalla (come on), khalas (wystarczy), pas (stop), mashy (dobrze), eise maya (chcesz wody), mafish mushkela (nie ma problemu), misharfe (nie wiem), fiye (o co chodzi). I w końcu moja wypowiedź ogranicza się do: Youseff, yalla, sit down properly, khalas! Lub Fatma, eise maya? Come closer, mashy. A gdy pod koniec dnia jest kryzys i dzieci nagle przypominają sobie o rodzicach i wpadają w czarną rozpacz to jedyna odpowiedź na jaką mnie stać to: misharfe, khalas, come back to your seat! Proza życia jednym słowem. Dodam że dzieci mają 3-4 lata, więc wyzwanie jest ogromne. 


Bazar z owocami naprzeciwko mojego domu. Sprzedawcy to chłopcy od lat 17 wzwyż, którzy za każdym razem bardzo emocjonują się, gdy wpadam na zakupy. Zazwyczaj ogranicza się do ukradkowych, spłoszonych śmiechów i chichów, ale tym razem jeden śmiałek zdecydował się na otwartą interakcję. Po gorączkowym zapytaniu: „Where are you from?” i moim „Poland. Bolanda”, twarz mojego rozmówcy nagle się rozjaśniła i wyrzucił z siebie „Lewandowski. Good, very good”. Dobrze, że są jeszcze jakieś dobre egzemplarze, które kojarzą się z naszym krajem. A w moim przypadku mogę stwierdzić, że pierwsze lody przełamane.


Ogólnodostępność haszyszu w Egipcie sprawia, że na porządku dziennym można usłyszeć tego typu wymiany zdań:
– Co robisz dzisiaj? Jakieś plany potem?
– A nic specjalnego. Za jakąś godzinę jadę do Mohandeseen [dzielnica Kairu] po haszysz, ale potem możemy się złapać.

Mimo tego, że oficjalnie kara za bycie złapanym w posiadaniu haszyszu jest dość sroga (kilka miesięcy w więzieniu) to nie odstrasza to wcale nikogo. Czy to w klubie czy nad rzeką przy piwie (swoją drogą też nielegalnym stąd potem dużo butelek pływa w rzece wrzuconych w popłochu ukrywając się przed patrolem) czuć charakterystyczny zapach palonych opon (ot moje subiektywne zdanie). A co się dzieje z zarekwirowanym towarem? Prawdopodobnie zostanie wypalony na posterunku jeszcze tego samego dnia. Ot, proza życia.

img_20161003_101752


Rozmowa ze znajomą Egipcjanka na temat przeprowadzki i poszukiwania mieszkania.

– Wiesz, bo moim głównym kryterium jest to, żeby w budynku nie było dozorcy. Teraz ich rola ogranicza się do zamiecenia klatki lub podrzucenia zakupów, ale to już za mały napiwek. Kiedyś może pełnili jakąś sensowną rolę, ale teraz to głównie idą na przeszpiegi i skrupulatnie obserwują kto, kiedy, kogo odwiedza, a nie daj Boże jak to mężczyzna to pół kamienicy już o tym wie.

I pomyśleć, że u nas jest wielu samozwańczych dzielnicowych obserwatorów, którzy podejmują się tej roli pro bono. Jaki kraj, taki obyczaj.

20161021_165009


Kilka dni temu moja współlokatorka dosłownie poruszyła niebo i ziemię, żeby znaleźć cukier, którego deficyt mocno doskwiera w Egipcie ostatnimi czasy. Funt egipski nie ma się dobrze, jako że jego wartość w stosunku do dolara leci na łeb na szyję. Jeszcze sześć lata temu 1$ równał się 6 funtom egipskim, ale rewolucja zmieniła wszystko – obecna proporcja to 1$=12 ep, a na czarnym rynku, który kwitnie to nawet 1$=16 ep. To wszystko wpływa na ogólne pogarszające się nastroje w społeczeństwie i wzrost cen produktów, szczególnie tych importowanych.

A cukier? Można się poczuć jak w czasach PRLu, kiedy w sklepie sprzedawca w wielkiej konspiracji wyjmuje ostatni kilogram spod lady. To się nazywa życie na krawędzi.

20161006_150308


Wczorajszy dzień miał ogromne znaczenie dla przyszłości egipskiej gospodarki po latach destabilizacji po-rewolucyjnej.

Cytując jeden z portali: „Centralny Bank Egiptu ogłosił dewaluację swojej waluty, w zamian za 13 mld USD pożyczki rozłożonej na okres trzech lat, która ma pomóc w odbudowie gospodarki kraju.”
Obecnie Egipt cierpi z powodu braku obcych walut spowodowanych niepojami politycznymi po obaleniu Husniego Mubaraka w roku 2011. Jednocześnie doprowadził on do wzrostu cen dolara na czarnym rynku w ciągu ostatnich dni do 18 funtów. Ma to o tyle duże znaczenie, że egipska gospodarka w większym stopniu opiera się na imporcie dóbr zza granicy niż eksporcie, więc w dłuższej perspektywie mogłoby zabraknąć środków nie tylko na sprowadzenie dóbr spożywczych tj. cukier, ale przede wszystkich tak cennych środków jak np. leki.
Jaki ma być efekt tych działań? Poprawa konkurencyjności Egiptu na rynkach międzynarodowych, wsparcie eksportu i turystyki oraz przyciągnięcie zagranicznych inwestycji. Co sama decyzja oznacza dla przeciętnego Egipcjanina? Wzrost cen produktów spożywczych o 50%, a cen paliw o 30%. Jednym słowem każdy odczuje dotkliwie decyzję rządu, pytanie tylko czy ludzie zdecydują się na radykalne posunięcia takie jak wyjście na ulicę i czy historia znowu zatoczy koło? Oby nie, bo ten kraj już zapłacił wysoką cenę za lata destabilizacji liżąc rany po skutkach rewolucji.


Jeśli chcesz zapewnić swojemu dziecku dobre wykształcenie w Egipcie to musisz być gotowy na długie lata inwestycji. Dobra edukacja koncentruje się przede wszystkim w sektorze prywatnym, więc Ci najbiedniejsi czyli przeważająca liczba społeczeństwa już na starcie jest na straconej pozycji w wyścigu o lepsze życie. Edukacja to produkt, który należy dobrze opakować i sprzedać. Prywatne przedszkola, szkoły i uniwersytety polują na nowych uczniów, ale jako że popyt na wykształcenie dalej przeważa nad podażą dostępnych opcji, wysokość czesnego nie idzie często w parze z wysoką jakością kształcenia. Dzieci w wieku przedszkolnym przystępują do rozmowy kwalifikacyjnej w szkole za 600 EP (ok 300 zł) co służy rozeznaniu czy dziecko ma podstawowy poziom języka angielskiego, żeby być w stanie uczestniczyć w zajęciach które są prowadzone także w języku angielskim. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że pieniądze może szczęścia nie dają, ale na pewno otwierają wiele drzwi.


Przedszkole, lekcja Koranu. Nauczycielka to dziewczyna na oko 23-24 lata, nosząca nikab (dla mniej zorientowanych, typ czarnej burki zakrywajacej całe ciało wraz z twarzą z wyłączeniem oczu-rysunek poniżej). Jak tylko wchodzi do klasy to odsłania twarz, a gdy wita się z dziećmi na jej twarzy pojawia się szeroki, szczery uśmiech. To co mnie na początku zaskakuje to kolczyk w nosie i usta w truskawkowym odcieniu różowego. Bo kobieta zawsze znajdzie sposób, żeby poczuć się choć trochę bardziej kobieco i atrakcyjnie nawet jeśli tylko ona (lub jej mąż, rodzina) to zobaczy. A pierwsza reakcja dzieci kiedy widzą włosy nauczycielki (dodam z pasemkami w kolorze bordo), gdy odsłania włosy poprawiając chustę to cisza jak makiem zasiał i otwarta ze zdziwienia buzia. Po czym jedna dziewczynka komentuje: „miss, ma Pani taką samą chustę bandanę jak ninja”. Szczerość dzieci rozbraja.

img-20160910-wa0019

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s