Egyptians do it better czyli dlaczego nie raz omal nie umarłam ze strachu

Decyzja o przyjeździe do Kairu na trzy miesiące była na tyle spontaniczna, że do momentu postawienia swojej stopy na lotnisku w Egipcie sam koncept wyjazdu był dla mnie bardzo abstrakcyjny. Nie zastanawiałam się bardzo nad tym jak się odnajdę w nowej, bliskowschodniej rzeczywistości pomimo jednakowej reakcji znajomych – przerażenia połączonego z niedowierzaniem, że A jadę do miasta, które dosłownie przeżuwa i wypluwa nic nieświadomych Europejczyków, kiedy ich wyobrażenie porządku i codzienności roztrzaskuje się nie raz na tysiąc kawałków oraz B, że świadomie decyduję się, żyć i pracować w Egipcie przez kolejne miesiące będąc świadoma tego, że moja niezależność i poczucie bezpieczeństwa może być wystawione na próbę. No dobrze – to jakie są moje pierwsze wrażenia z pobytu tutaj?

Ulica. Jest to dosłownie dżungla. Każdy rości sobie prawo do tego, żeby zachować swój indywidualny styl i tempo jazdy nie ograniczając się do sztucznie narzuconych zasad porządku. Jak to kreatywnie określił mój znajomy – „My traktujemy linie czy pasy na drodze jako sugestię, ale nic bardziej zobowiązującego. To tak jakby jakiś pijany planista namalował kilka kresek na kartce papieru i stwierdził, że od teraz to jest status quo. My, Egipcjanie, najlepiej odnajdujemy się w chaosie.”

Piesi. Nigdy nie pomyślałabym jak bardzo bezradnie poczuję się stojąc przed zadaniem przejścia przez ulicę. Mimo tego, że jestem tutaj już prawie dwa tygodnie, dalej pozostaje to dla mnie jednym z większych wyzwań. Dlaczego? Bo samochód na drodze to dzika maszyna zdolna do wszystkiego  – przyśpieszać, gdy zajdzie potrzeba wciskać się w lukę pomiędzy dwoma samochodami mimo istnienia czegoś takiego co w europejskim kanonie rozumienia ruchu drogowego nazywa się linią ciągła czy nawet jechać pod prąd, żeby zawrócić. Znając tą nieprzewidywalność kierowców i fakt, że pieszy na drodze wywołuje tylko irytację kierowców i siarczyste trąbienie zamiast bezwarukowego zwolnienia tempa jazdy, możecie zrozumieć dlaczego za każdym razem serce staje mi w gardle.

Klimatyzacja. Wynalazek, którego magię doceniłam dopiero tutaj. Bo jak długo można wytrzymać w długich spodniach i podkoszulku, gdy termometry rozgrzewają się do czerwoności wskazując 40 stopni. Air Conditioning, potocznie nazywane lovely AC, wyznacza standard Twojego mieszkania, miejsca pracy i tego jak komfortowe będzie Twoje życie tutaj.

Cukier. Pojęcie słodyczy i poziomu słodkości napojów typu kawa czy herbata przekracza wszelkie wyobrażenia. Do jednej szklanki ok 200 ml lądują minimalnie cztery łyżeczki cukru. Jak coś takiego można przełknąć? 🙂

B czy P, jeden pies. Długi czas zajęło mi zrozumienie, dlaczego za każdym razem muszę poprawiać moich Egipskich rozmówców, gdy przekręcają moje imię czy nazwę kraju, z którego pochodzę. W końcu znajomy mnie uświadomił, że litera „P” jako tako nie istnieje w języku arabskim, a jedynie dwie odmiany litery „B”: miękkie „B” lub twarde „P” (wszelkie fachowe językoznawcze komentarze mile widziane). Dlatego dla wielu Egipcjan już na zawsze pozostanę Baulą z Bolandy 🙂

Klakson. Jest to język, którym posługują się na ulicy kierowcy, żeby wyrazić swoje zniecierpliwienie w korku ulicznym, radość przy słuchaniu ulubionego kawałaka w radio, przyciągnąć uwagę znajomego lub po prostu ze zwyczajnej w świecie nudy. Więc możecie wyobrazić sobie jaki panuje tu hałas od rana do nocy.

Shaaby Egyptian music. Jest to ten rodzaj „sztuki”, który wymaga czasu i nieustannego obcowania, żeby ją zrozumieć i pokochać. Na muzykę typu shaaby składają się lokalne popowe kawałki z mnóstwem zawodzenia i przeciągłych nut. Co z tego, że w popkulturze na arenie międzynarodowej istnieją już kultowe kawałki, których nikt nie odważyłby się remiksować, Egyptians do it better i są w stanie udomowić nawet taki kawałek jak „Happy” Pharella Williamsa klik. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Przed pierwszym wysłuchaniem polecam pozbyć się wszelkich oczekiwań i traktować to muzyczne zwierzę jako czysty eksperyment. Przy kolejnym wysłuchaniu kawałek może zacząć wpadać w ucho. Jeden z popularniejszych kawałków – Enjoy! klik

Shaaby Egyptian dance. Jest to rodzaj tańca do lokalnych, popowych kawałków, gdzie mężczyźni chcąc poczuć się bardziej męsko uskuteczniają jak to nazwał mój znajomy „taniec z nożami”. Jak to wygląda? Kluczową sprawą jest zamaszyste machanie rękami i symulacja wymachiwania w powietrzu nożem. Od razu można się poczuć lepiej, nieprawdaż? klik

Podsumowując, po dwóch tygodniach obserwacji powoli uczę się codzienności tutaj, tego jak żyć i przeżyć w dżungli przeróżnych społecznych konwencji. Powiedziano mi, że jeśli uda mi się przetrwać w Kairze to będę w stanie zaklimatyzować się wszędzie 🙂 Przyjmuję wyzwanie i mam nadzieję, że mocno mi kibicujecie!

Jedna myśl na temat “Egyptians do it better czyli dlaczego nie raz omal nie umarłam ze strachu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s