Miłość i inne nieszczęścia.

Karmią nas tą historią od najmłodszych lat. Najpierw w bajkach o przystojnych książętach na białym koniu, potem w magazynach dla nastolatków w poradach „Jak zawrócić mu w głowie”, a wreszcie w dorosłym życiu, gdy wyrusza się na niekończącą się podróż pełną wzlotów i upadków pod tytułem  „poszukiwanie drugiej połówki”. Nucąc za Black Eyed Peas – Where is the love?

Gdy nadejdzie dzień, w którym uda nam się znaleźć ten wyczekany ideał (a tak naprawdę zadziała po prostu nasza fizjologia) to jest no bajka po prostu! Ale nie o tym będzie ten post.

Punktem wyjściowym rozważań będzie końcowa scena mojego ulubionego filmu „Przed Północą”. Jesse i Celine. Małżeństwo z długim stażem o bardzo romantycznej historii – z tego rodzaju, gdzie nigdy nie jest im „po drodze” być razem, ale uparty los sprawia, że nieustannie na siebie trafiają (dla niewtajemniczonych: polecam obejrzeć całą trylogię jako, że wspomniany przeze mnie film jest ostatnim w serii). Wracając do meritum: sytuacja jest dramatyczna, bo Celine wyznaje mężowi, że już go nie kocha. I co na to Jesse? Po długich nieskutecznych próbach obrócenia całej sytuacji w żart, zapewnieniach o atrakcyjności i seksapilu (pewnie pomyślał – ot, kolejna huśtawka emocjonalna, trzeba dowartościować swoją kobietę), w końcu poddaje się i mówi:

„ Jeśli chcesz prawdziwej miłości to już to dostałaś; to i nic innego. To się nazywa prawdziwe życie, nie jest ono idealne, ale jak najbardziej realne”.

before-midnight2Scena końcowa „Przed Północą”

Zastanawiam się czy każda miłość ma przewidzianą  datę ważności i to co pozostaje (zakładając optymistyczny scenariusz) to lojalność, przywiązanie, przyjaźń? Czy jest to naturalna skłonność natury biologicznej, gdy po znalezieniu partnera i zbudowaniu gniazda przełączamy się na tryb stabilizacji i kojącej przewidywalności? Lub w przypadku odmiennego scenariusza – gdy po jakimś czasie zdajemy sobie sprawę, że mimo tego spokoju i poczucia bezpieczeństwa czegoś nam cholernie brakuje w związku lub/i druga połówka nie jest już w stanie zaspokoić konkretnych potrzeb emocjonalnych i intelektualnych. Nasuwa się pytanie: czy jesteśmy skazani na taki finał?

Fundamentalną rzeczą wydaje się zrozumienie jednej, prostej prawdy. Decydując się na bycie z kimś musimy zaakceptować go w pełni. Bez planów na jego dalszą „obróbkę” lub tuning wedle bieżących preferencji, ponieważ jest to przysłowiowe harakiri. Dlaczego? Ano dlatego, że jedyne życie, którego przebieg możemy kontrolować, a formę rzeźbić jest nasze własne! Każdy z nas jest niezależną jednostką odpowiedzialną za zaspokajanie swoich potrzeb, leczenie kompleksów i niezabliźnionych ran z przeszłości. Nikogo nie możemy obarczać tą odpowiedzialnością, żeby spełnił rolę bohatera ratującego z doliny depresji, samotności, niezadowolenia z siebie. Bo osobą, która wie dokładnie jak zaradzić tym problemom jesteś właśnie Ty! A „druga połówka”, nie powinna być żadną połówką tylko niezależną całością wnoszącą do Twojego życia nowe pomysły, nową perspektywę patrzenia na świat, z której możesz tylko czerpać.

W świetle tych refleksji warto wrócić do tego co naprawdę kryje się za stwierdzeniem: Już Cię nie kocham. Już nie sprawiasz, że znikają moje problemy? Już nie dajesz mi poczucia bezpieczeństwa? Za mało stymulujesz mnie intelektualnie (seksualnie)? Lub po prostu nie stałeś się osobą, którą sobie wymyśliłam, że będziesz. I to jest clue sprawy. Wierzę, że udany i trwały związek można zbudować tylko wtedy, gdy oboje czujemy się współodpowiedzialni za osobiste poczucie szczęścia oraz spełnienia i nie obarczamy tym obowiązkiem partnera. A to co sprawia, że miłość kwitnie to poczucie wspólnego celu.

W końcu jak powtarzał Mały Książe:

„Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku”.

3 myśli na temat “Miłość i inne nieszczęścia.

  1. Trafne pytanie czym tak naprawdę jest owe „już Cię nie kocham”.
    Piękne słowa o tym, aby akceptować drugą osobę w całości.
    Szkoda, że tak niewiele kobiet przed trzydziestką wie, czego chce i w jakim kierunku chcą spoglądać… a mimo to chcą być z kimś/ nie chcą być same/ pragną być adorowane, podziwiane, pożądane i dlatego wiążą się z kimś, kto akurat jest najlepszą partią „pod ręką” i kończy się to wielkim rozczarowaniem po kilku latach związku (jak w przytoczonym filmie). Później, w najlepszym przypadku dochodzi do rozstania… w najgorszym dalej są razem. Film filmem, a życie życiem i wydaje mi się, że problem polega na nieakceptacji rzeczywistości w jakich kobiety się znajdują. Mają konkretne pochodzenie, status majątkowy (w Polsce jest on niewysoki) i będąc bombardowane dookoła reklamami, filmami i opowieściami innych osób nie potrafią zrozumieć, że to tylko bajka. One również chcą przeżyć chwile takie jak w tych opowieściach, nawet choćby krótkie, choćby kosztem… tego co mają teraz. Bo dla jednych to co jest teraz, potrafi być wszystkim, a dla innych niczym.
    Wybacz, że taki marudny komentarz, ale po chwili czytania zrozumiałem o jaki film Ci chodzi. Wywołało to we mnie bardzo negatywne emocje. Nie widziałem go i nigdy nie zobaczę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Za bardzo świat stara się nam wmówić, że tylko dzięki miłości drugiej strony staniemy się „kompletni” i tylko w ten sposób możemy osiągnąć szczęście. Potem w imię tej ideologii szukamy tego mitycznego stworzenia, które stworzy nam przysłowiowy raj na Ziemii zamiast skupić się na budowaniu siebie (czasem właśnie jak to określiłeś za bardzo gorliwie łapiemy się kogokolwiek kto jest na wyciągnięcie ręki). A prawda jest taka, że tylko wtedy jak sami uporamy się ze sobą, będziemy niezależnie funkcjonującą jednostką na polu emocjonalnym i życiowym poznamy siebie i swoje potrzeby na tyle dobrze, żeby dobrać do siebie nie połówkę, ale partnera, który nie będzie nas „dopełniał”, „ratował”, ale sprawiał, że będziemy się rozwijać jeszcze bardziej. Tak osobiście ja to widzę.
      A film, który zainspirował mnie do refleksji wcale taki cukierkowy nie jest, pokazuje co się dzieje za kurtyną zwiazku o początkowo tak romantycznej historii.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s